<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Soccerlog.net &#187; Uleslaw</title>
	<atom:link href="http://soccerlog.net/author/uleslaw/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://soccerlog.net</link>
	<description>Futbol w najlepszym wydaniu</description>
	<pubDate>Wed, 12 May 2010 15:21:03 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Marcelino na bruku</title>
		<link>http://soccerlog.net/2009/12/14/marcelino-na-bruku/</link>
		<comments>http://soccerlog.net/2009/12/14/marcelino-na-bruku/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Dec 2009 11:49:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Uleslaw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Primera Division]]></category>
		<category><![CDATA[Marcelino Garcia Toral]]></category>
		<category><![CDATA[Real Saragossa]]></category>

		<guid isPermaLink="true">http://soccerlog.net/2009/12/14/marcelino-na-bruku/</guid>
		
		
		<description><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/12/14/marcelino-na-bruku"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/12/marcelino.jpg" alt="marcelino.jpg" title="marcelino.jpg" width="540" height="270" /></a>
<strong>W 2008 roku był bohaterem. Prowadzony przez niego Racing po raz pierwszy w historii zdołał awansować do Pucharu UEFA, mniej bramek straciła tylko zwycięska dwójka: Real o pięć, Villarreal tylko jedną. Zasłynął nagle, ale nie wziął się znikąd – dwa lata wcześniej wprowadził Recreativo do Primera Division, a po roku nie tylko utrzymał się w lidze, ale zajął dobra, ósmą pozycję. Szóstym miejscem i stylem Racingu dowiódł, że jest gwarancją wyników</strong>.<br /><strong><a href="http://soccerlog.net/2009/12/14/marcelino-na-bruku/">&raquo;Czytaj dalej</a></strong></p><p><b>Tagi</b>: <a href="http://soccerlog.net/tag/marcelino-garcia-toral" title="Marcelino Garcia Toral">Marcelino Garcia Toral</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/real-saragossa" title="Real Saragossa">Real Saragossa</a>, </p>]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/12/14/marcelino-na-bruku"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/12/marcelino.jpg" alt="marcelino.jpg" title="marcelino.jpg" width="540" height="270" /></a><br />
<strong>W 2008 roku był bohaterem. Prowadzony przez niego Racing po raz pierwszy w historii zdołał awansować do Pucharu UEFA, mniej bramek straciła tylko zwycięska dwójka: Real o pięć, Villarreal tylko jedną. Zasłynął nagle, ale nie wziął się znikąd – dwa lata wcześniej wprowadził Recreativo do Primera Division, a po roku nie tylko utrzymał się w lidze, ale zajął dobra, ósmą pozycję. Szóstym miejscem i stylem Racingu dowiódł, że jest gwarancją wyników</strong>.<span id="more-195"></span></p>
<p>W Santander momentalnie zrobiło mu się za ciasno, droga do światowej sławy stanęła przed nim otworem. Władze upadłej Valencii widziały w nim ratunek dla klubu. Prowadzone negocjacje zerwał, bo nie dostał rękojmi pozostawienia mu w kadrze trzech filarów: Joaquina, Silvy i Villi. Nie chciał być figurantem, miał sam – tak jak w Racingu – decydować o kształcie swej kadry, pełniąc rolę menagera, nie tylko trenera. Transfery i samodzielne ustalanie kadry to zresztą jego obsesja – z tego samego powodu w 2007r. wybrał Racing, a nie bardziej renomowane Betis i Deportivo.</p>
<p>Wilgotny, nadmorski klimat dał mu się we znaki, odejście z klubu zostało postanowione. Wybrał zaskakująco &#8211; świeżego spadkowicza Saragossę, z której na nowo zbudować miał wielki klub. Dziś wiemy, że misja się nie powiodła.</p>
<p>Nie miał spokojnych wakacji. Nie brakowało w Saragossie piłkarzy, którym nie uśmiechała się gra w Segunda Division. Pożegnał się m.in. z Aimarem, Lafitą, Matuzalemem, Sergio Garcią i Diego Milito, trzymanym do ostatnich sekund sierpnia. Kupił Olivierę (odsprzedał po połowie roku), Braulio, Arizmendiego, z Racingu ściągnął swego faworyta – Jorge Lopeza, z River Plate w zimie odkupił Ponzio, ulubieńca kibiców z La Romareda. Zespół zmienił się diametralnie, ale miała być to zmiana na lepsze.</p>
<p>Cel został osiągnięty – w czerwcu Saragossa świętowała awans do Primera. Nie zdołała zwyciężyć w rozgrywkach, ale nie miało to większego znaczenia, liczył się sam powrót do elity.</p>
<p>Znowu lato i znów zmiany w klubie. Odszedł Zapater, kapitan i symbol drużyny, definitywnie sprzedano wypożyczonego do Lazio Matuzalema. Niechętnie, ale pozostał niedawny Pichichi Segunda Division, Ewerthon. Zwiększono siłę ognia. Przybyli Pennant, Ikechukwu Uche, Pablo Amo, wrócił Lafita, choć jego transfer ciągnął się jeszcze cały wrzesień – Saragossa zapłaciła tylko połowę ustalonej z Deportivo kwoty, a piłkarz przeniósł się do Aragonii. Zagrać mógł dopiero w październiku.</p>
<p>Nieszczęścia nadeszły szybko. Już w drugiej kolejce sezon zakończył Uche – w meczu z Sevillą zerwał więzadła w kolanie. Kontuzje nękały Arizmendiego. Terminarz nie był łatwy – mecze z Barcą, Sevillą, wyjazd do Gijon i na Majorkę, ale wyniki jednak trudno usprawiedliwiać – 12 punktów w 14 kolejkach, dwa remisy i pięć wyjazdowych porażek, najwięcej straconych bramek w lidze. Doświadczeni obrońcy popełniali proste błędy. Brakowało synchronizacji i trzymania jednej linii, każdy łatwo mógł ich wymanewrować – celna piłka za plecy obrony i szybki napastnik zostawał sam na sam z bramkarzem. Marcelino był bezradny, mimo tego zarząd długo twierdził, że mu ufa.</p>
<p>Zaufanie nadwątliła porażka w Pucharze Króla, Saragossa uległa Maladze po dwóch remisach. Odpadła w najwcześniejszej fazie. Po drodze był blamaż na Camp Nou (6-1), choć wynik gospodarzy śmiało mógł mieć dwie cyfry. Najbliższe trudne mecze miały zadecydować o losie Marcelino.</p>
<p>Jeszcze 10 dni temu prezydent klubu, Eduardo Bandrés, zapewniał, że zaufanie do Marcelino jest „kompletne”, a gdyby tak nie było, Saragossa już miałaby nowego trenera: Nie ma zaufania połowicznego. Nie można w połowie ufać swojej żonie czy partnerce. Ufa się całkowicie, albo w ogóle. W przypadku Marcelino zaufanie jest całkowite i bezwzględne. My wierzymy w pracę trenera i widzimy ją dzień po dniu.</p>
<p>Zaufania wystarczyło na dwie porażki. Trzy dni po wystąpieniu prezesa, szóstego grudnia, rozbrykana Mallorka z immanentną w meczach na Ono Estadii łatwością obiła Saragossę 4-1, choć mogło być wyżej – Aduriz, mimo dwóch bramek, nie miał przesadnie szczęśliwego dnia.</p>
<p>Mecz z Bilbao był dla Marcelino spotkaniem o być albo nie być. Wiedzieli to kibice – od początku meczu skandowali &#8220;Marcelino sí, directiva no&#8221;, wykazując dziwną wyrozumiałość dla trenera, który w ostatnich 11. spotkaniach wygrał zaledwie raz.</p>
<p>Niezadowolenie z zarządu nie jest irracjonalne – zadłużenie klubu przekracza 75M €, a nie bardzo wiadomo, z czego można je spłacać. W dodatku, zobowiązania ciągle mogą wzrosnąć. Deportivo domaga się pokaźnego odszkodowania za uprowadzenie Lafity – 20M €, zapisanych w klauzuli odejścia piłkarza. Kolejnych 25M € pragnie Szachtar, od dwóch lat niepogodzony z odejściem Matuzalema, który w niejasnych okolicznościach zamienił Donieck na Saragossę i związał się kontraktem z nowym klubem, jednostronnie rozwiązując dotychczasową umowę. Według fanów, zmiana trenera nie jest żadnym wyjściem. Dwa lata temu Saragossę prowadziło czterech kolejnych szkoleniowców, a z każdą zmianą było coraz gorzej. Nic dziwnego, że koszmary wracają.</p>
<p>Mógłby do dzisiaj prowadzić Valencię. Wolał niezależność i 2,5M € rocznie w Saragossie – najwyższą wówczas pensję trenera w Hiszpanii. Trudno go jednoznacznie ocenić – wyniki go nie bronią, ale uniesposób pozbyć się wrażenia, że stał się bardziej ofiarą ogólnej sytuacji klubu, aniżeli efektów swojej pracy. Na te nie narzekali ani piłkarze, ani kibice.</p>
<p>Jego przypadek podlega jakiejś dziwnej ironii losu. W Valencii móglby walczyć o mistrzostwo, nikt z trójki filarów nie zmienił klubu, a w dodatku rozbłysły nowe gwiazdy &#8211; Mata, Pablo, Banega&#8230; Marcelino jest dzisiaj trenerem przegranym, na zaufanie musiałby pracować od nowa, nie dostanie poważnego klubu &#8220;od ręki&#8221;. Wzbogacił się o 5M € i przykre doświadczenia &#8211; poznał smak trenerskiej porażki &#8211; wyrzucenia z klubu w trakcie sezonu, utracił swą reputację. Unai Emery przejął po nim nie tylko Valencię, ale i miano wschodzącej trenerskiej gwiazdy.</p>
<p>Było i coś symbolicznego w jego dymisji. Zrezygnowany kiwał głową na dobre kilkanaście minut przed końcem meczu, ze łzami w oczach, bez spojrzenia za siebie, na skandujących jego imię kibiców i na swoich podopiecznych, skierował się wprost do szatni po ostatnim gwizdku arbitra. Dobił go najmłodszy piłkarz ligi &#8211; Iker Muniain. Zanim wbiegł on na boisko, Saragossa radziła sobie całkiem nieźle, mogła rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Niespełna 17-latek dwukrotnie wymanewrował defensywę rywali i po jego świetnych asystach padły obydwa gole. Nieopierzony piłkarz odarł z ostatnich piór niedoszłego trenerskiego orła. Będą mu musiały wyrosnąć od nowa.</p>
Similar Posts:<ul><li><a href="http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/" rel="bookmark" title="15 września 2009">La Liga po dwóch kolejkach</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/10/17/czy-sevilla-ma-szanse-na-mistrzostwo/" rel="bookmark" title="17 października 2009">Czy Sevilla ma szanse na mistrzostwo?</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/15/byc-albo-nie-byc-smolarka/" rel="bookmark" title="15 sierpnia 2009">Być albo nie być Smolarka</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/27/jedna-jaskolka-wiosny-nie-czyni-czy-aby-na-pewno/" rel="bookmark" title="27 sierpnia 2009">&#8220;Jedna jaskółka wiosny nie czyni&#8221;, czy aby na pewno?</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/09/03/podsumowanie-okienka-transferowego-w-la-liga/" rel="bookmark" title="3 września 2009">Podsumowanie okienka transferowego w La Liga</a></li>
</ul><!-- Similar Posts took 47.666 ms -->]]></content:encoded>

		
	
		<wfw:commentRss>http://soccerlog.net/2009/12/14/marcelino-na-bruku/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Ratunek dla Rojiblancos</title>
		<link>http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/</link>
		<comments>http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Oct 2009 21:57:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Uleslaw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Primera Division]]></category>
		<category><![CDATA[Atletico Madryt]]></category>
		<category><![CDATA[Quique Flores]]></category>

		<guid isPermaLink="true">http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/</guid>
		
		
		<description><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/10/flores_quique.jpeg" alt="Ratunek dla Rojiblancos" title="flores_quique.jpeg" width="520" height="220" /></a>
<b>Nieuniknione stało się rzeczywistym i Abel Resino stracił wreszcie pracę w Atletico. Pół roku za późno, by zespół mógł powalczyć w tym sezonie o jakieś trofea. Zanim Enrique Cerezo i Angel Gil Martin wybrali się na pełną niebezpieczeństw wyprawę po rozum do głowy, próbowali jeszcze innych opcji: Luciano Spallettiego bądź Michaela Laudrupa.</b>
<br /><strong><a href="http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/">&raquo;Czytaj dalej</a></strong></p><p><b>Tagi</b>: <a href="http://soccerlog.net/tag/atletico-madryt" title="Atletico Madryt">Atletico Madryt</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/quique-flores" title="Quique Flores">Quique Flores</a>, </p>]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/10/flores_quique.jpeg" alt="Ratunek dla Rojiblancos" title="flores_quique.jpeg" width="520" height="220" /></a><br />
<b>Nieuniknione stało się rzeczywistym i Abel Resino stracił wreszcie pracę w Atletico. Pół roku za późno, by zespół mógł powalczyć w tym sezonie o jakieś trofea. Zanim Enrique Cerezo i Angel Gil Martin wybrali się na pełną niebezpieczeństw wyprawę po rozum do głowy, próbowali jeszcze innych opcji: Luciano Spallettiego bądź Michaela Laudrupa.</b><br />
<span id="more-182"></span></p>
<p>Żaden z nich nie kwapił się jednak, by ryzykować reputację dla ratowania rzężącego klubu. Wyzwanie podjął dopiero <strong>Quique Flores</strong>, idealnie usposobiony do roli uzdrowiciela. Nie tylko z powodu aparycji <strong>doktora House’a</strong>: <strong>Valencię</strong>, strutą włoskim połowem <strong>Ranieriego</strong>, wyciągnął z kryzysu już w pierwszym roku.</p>
<p>Prasa do niedawna straszyła <strong>Aragonesem</strong>.  Miałem mieszane uczucia – śmierć <em>Rojiblancos </em>to większa szansa Valencii, ale żadne samobójstwo nie powinno cieszyć ludzi zdrowych duchowo i moralnie. Już kiedyś sugerowałem, że <em>Mędrzec </em>oznaczałby nowy początek. Nie tyle Atletico, co wręcz wszystkiego. Nawet jeśliby nie wierzyć religijnym Grekom, że z Chaosu wyłoniła się pierwsza para bóstw, to można już zaufać filozofom fizyki, przekonanym, że we Wszechświecie obowiązują <em>Harmonia </em>i <em>Supersymetria</em>. Konfrontacji ze strategią Aragonesa, dobraną do już i tak chaotycznych Rojiblancos, nie oparłby się żaden, nawet odwieczny <em>Ład</em>. Aragones przez lata pokazywał, że w ustawianiu zespołów korzysta z autorskiej logiki. Podstawowym jej aksjomatem była konsekwentna gra całym zestawem środkowych pomocników i wystawianie napastników na skrzydłach. <strong>Villa </strong>długo walczył o rzuty rożne (Stefan Majewski byłby zachwycony!), nim Aragones pozwolił mu biegać bliżej bramki.</p>
<p>Flores to niemal  totalne przeciwieństwo sędziwego Luisa. Łączy ich jedno – konsekwencja, granicząca niemal z obłędem. <em>Subtelna </em>różnica polega na tym, że u <em>Mędrca </em>niemal każdy grał dokładnie nie tam gdzie lubi, zaś Quique chorobliwie boi się namieszać. Dlatego Flores zaprowadzi porządek, niespotykany u <em>Los Colchoneros</em> od wczesnego <strong>Aguirre</strong>. Wie jak ułożyć defensywę, sam przecież był obrońcą, a z Valencią tracił najmniej w lidze. Można mu zarzucać nazbyt asekurancką grę, ale takiej właśnie potrzeba jego nowym podopiecznym. Nie miną jednak nawet dwa miesiące, a pojawią się oskarżenia o zbytnią schematyczność – wszak łaska kibica korzysta z dokładnie takiego samego środka transportu, co łaska pańska. Ale ta schematyczność, dla zagubionych jak „Bursztynowa Komnata” piłkarzy Atletico, będzie na wagę białego złota. </p>
<p>Jak może wyglądać upadły uczestniku Ligii Mistrzów pod wodzą Floresa? </p>
<p><strong>Jurado </strong>nie będzie środkowym pomocnikiem &#8211; bo przecież nim nie jest &#8211; stanie się za to cenionym zmiennikiem <strong>Aguero</strong>. <strong>Forlan </strong>przestanie grać na szpicy, by nie narażać się na stresujące sytuacje &#8211; np. sam na sam z bramkarzem, lub – nie daj Boże! – z bramką. On woli huknąć z dystansu, więc przyjdzie mu grać głębiej, cofać się i wyprowadzać ataki od środka boiska. Do prostopadłych podań wychodzić będzie ktoś inny. <strong>Simao </strong>i <strong>Maxi </strong>zaczną biegać głównie wzdłuż linii bocznych, <strong>Raul Garcia</strong> stanie się centralną postacią drużyny, obrońcy przestaną głupieć w każdej możliwej sytuacji, a szansę na grę otrzyma nawet największa oferma. To ostanie powinno  szczególnie ucieszyć <strong>Antionio Lopeza</strong> i <strong>Pablo Ibaneza</strong>.</p>
<p>Choć w zasadzie nie tylko ich – w meczu z <strong>Mallorcą </strong>cały zespół ustanowił spektakularny rekord. Dwa karne, 45 minut gry z przewagą dwóch piłkarzy i ostatecznie remis. Na własnym boisku. Z Mallorcą grającą bez <strong>Aduriza</strong>. W dziedzinie frajerstwa należy się specjalny Nobel.</p>
<p>Zaiste, ma Flores mocną psychikę – nikt go nie znosił w sobotę z trybun, był w stanie chodzić o własnych siłach, nie odebrało mu nawet mowy – zdołał się porozumieć ze swym sąsiadem z loży vipów. Katastrofalny remis pokazał mu, że dno zostało osiągnięte. Mniej dołująca byłaby już uczciwa porażka przy wyrównanych składach. </p>
<p>Część ekipy zna całkiem dobrze – <strong>Reyesowi </strong>odbudował formę w <strong>Benfice</strong>, <strong>Simao</strong>, <strong>Raula Garcię</strong> i <strong>Forlana </strong>chciał niegdyś mieć w <strong>Valencii</strong>. Zaczyna jednak w trakcie sezonu, do ważnych meczów pozostał mu niecały tydzień. Potyczka w Pucharze Króla na rozgrzewkę, później już wyjazd do <strong>Bilbao</strong>, rewanż z <strong>Chelsea </strong>i derby z <strong>Realem</strong>. Niezbyt szczęśliwy czas, by zbudować zaufanie i wyrwać z depresji piłkarzy oraz kibiców&#8230; </p>
<p>Ale kto wie, może już po najbliższych meczach konferencje prasowe Quique będą wyglądały w ten sposób? </p>
<p><object width="480" height="385"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Di308t54DKg&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x5d1719&#038;color2=0xcd311b"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/Di308t54DKg&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x5d1719&#038;color2=0xcd311b" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"></embed></object></p>
<p>Następne, na pewno. Jurado, Aguero, Forlan i spółka powinni znów bić się o Ligę Mistrzów. I będą, bo dostali wreszcie sumiennego trenera-taktyka, nie idola&#8230;</p>
Similar Posts:<ul><li><a href="http://soccerlog.net/2009/10/18/komu-korona-komu-cz-ii/" rel="bookmark" title="18 października 2009">Komu korona, komu? cz. II</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/" rel="bookmark" title="18 sierpnia 2009">Unai Emery: + 20 do ataku, &#8211; 45 do obrony</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/29/slonce-zza-chmur/" rel="bookmark" title="29 sierpnia 2009">Słońce zza chmur</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/13/mallorca-jest-wieczna/" rel="bookmark" title="13 sierpnia 2009">Mallorca jest wieczna</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/09/29/wspomnienia-i-refleksje-jornadas-3-5-potentaci/" rel="bookmark" title="29 września 2009">Wspomnienia i refleksje: jornadas 3-5. Potentaci</a></li>
</ul><!-- Similar Posts took 69.528 ms -->]]></content:encoded>

		
	
		<wfw:commentRss>http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Wspomnienia i refleksje: jornadas 3-5. Potentaci</title>
		<link>http://soccerlog.net/2009/09/29/wspomnienia-i-refleksje-jornadas-3-5-potentaci/</link>
		<comments>http://soccerlog.net/2009/09/29/wspomnienia-i-refleksje-jornadas-3-5-potentaci/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Sep 2009 10:52:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Uleslaw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Barcelona FC]]></category>
		<category><![CDATA[Primera Division]]></category>
		<category><![CDATA[Real Madryt]]></category>
		<category><![CDATA[Sevilla FC]]></category>
		<category><![CDATA[Valencia FC]]></category>
		<category><![CDATA[Villarreal CF]]></category>
		<category><![CDATA[Atletico Madryt]]></category>
		<category><![CDATA[FC Barcelona]]></category>
		<category><![CDATA[Valencia CF]]></category>
		<category><![CDATA[Villarreal]]></category>

		<guid isPermaLink="true">http://soccerlog.net/2009/09/29/wspomnienia-i-refleksje-jornadas-3-5-potentaci/</guid>
		
		
		<description><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/09/29/wspomnienia-i-refleksje-jornadas-3-5-potentaci/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/09/la_liga.jpg" alt="Wspomnienia i refleksje: jornadas 3-5. Potentaci" title="Wspomnienia i refleksje: jornadas 3-5. Potentaci" width="520" height="220" /></a>
<strong>Trzy kolejki w dwa tygodnie – to był wariacki okres dla fanów Primera Division. 19 meczów do obejrzenia na żywo, więc najwytrwalsi przy telewizorach i monitorach komputerów spędzili 1710 minut. Było warto – za nami już przecież 13% sezonu! Czas na wspomnienia i refleksje – dziś pod lupę wzięta zostanie Wielka Szóstka.</strong>
<br /><strong><a href="http://soccerlog.net/2009/09/29/wspomnienia-i-refleksje-jornadas-3-5-potentaci/">&raquo;Czytaj dalej</a></strong></p><p><b>Tagi</b>: <a href="http://soccerlog.net/tag/atletico-madryt" title="Atletico Madryt">Atletico Madryt</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/fc-barcelona" title="FC Barcelona">FC Barcelona</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/real-madryt" title="Real Madryt">Real Madryt</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/sevilla-fc" title="Sevilla FC">Sevilla FC</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/valencia-cf" title="Valencia CF">Valencia CF</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/villarreal" title="Villarreal">Villarreal</a>, </p>]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/09/29/wspomnienia-i-refleksje-jornadas-3-5-potentaci/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/09/la_liga.jpg" alt="Wspomnienia i refleksje: jornadas 3-5. Potentaci" title="Wspomnienia i refleksje: jornadas 3-5. Potentaci" width="520" height="220" /></a><br />
<strong>Trzy kolejki w dwa tygodnie – to był wariacki okres dla fanów Primera Division. 19 meczów do obejrzenia na żywo, więc najwytrwalsi przy telewizorach i monitorach komputerów spędzili 1710 minut. Było warto – za nami już przecież 13% sezonu! Czas na wspomnienia i refleksje – dziś pod lupę wzięta zostanie Wielka Szóstka.</strong><br />
<span id="more-157"></span></p>
<p><center><br />
<h1>Real Madryt,</h1>
<h2> czyli wciąż czekający na dobry mecz lider</center></p>
<p><center><b>Ronaldo, pomoc i hibernacja</b></center></p>
<p>Grasz z Realem? Nie prześpij pierwszych dwóch minut i nie dopuść <b>Ronaldo</b> do strzału. Zapomnisz się i nierozgrzany bramkarz spóźni interwencję. Zasady tej nie znali piłkarze <b>Xerez</b> oraz <b>Villarreal</b>, więc po minucie mieli już co odrabiać. Królewscy grają jednak fair – jakby trochę zasmuceni szybkim prowadzeniem oddają inicjatywę rywalom, zasypiając na dobre 2/3 spotkania. Turystyczno-spacerowe tempo rozgrywania akcji, niedokładne podania, niemrawe kontrataki, nieskuteczne dryblingi – tak wygląda Real po zdobyciu gola. <i>Brak zgrania</i> – mówią sympatycy. <i>Brak drużyny</i> – precyzują złośliwcy z Katalonii. </p>
<p>Gwiazdy Realu czasem czekają, aż ktoś inny wygra za nie mecz. Z czasem wspomoże życzliwy sędzia lub bezmyślne dreptanie wreszcie kogoś znuży. W pojedynkę przesądzają o wyniku, ale gromadnie się rozleniwiają. <i>Jeśli niezgrany Real tak zdecydowanie wygrywa, to co będzie, gdy zacznie grać płynnie?</i> – entuzjazmują się optymiści. <i>A zacznie?</i> – sceptycyzm właśnie przeżywa swój renesans.</p>
<p>Prawie zbędny jest atak – spektakularna pomoc bywa samowystarczalna, bramki woli zdobywać <i>własnonożnie</i>, nie angażując bardziej wysuniętego rodzynka. Napastnicy mają naprawdę ciężki żywot – najchętniej nikt by im w ogóle nie podawał, tylko z przyzwoitości robią to <b>Guti</b> bądź <b>Kaka</b>. Dopiero w drugiej połowie meczu z <b>Tenerife Benzema</b> załamał nieciekawą tradycję – najgorszym piłkarzem na boisku nieodmiennie bywał dotąd osamotniony napastnik. Zasada poległa nie dlatego, że Karim dostał i wykorzystał świetne podanie – powodem był błąd rywala oraz bramka z główki. Gdyby nie wyskoczył najwyżej, a potem nie natarł dziko na obrońcę, mało kto by uwierzył, że Benzema  w ogóle był na boisku.</p>
<p><center><b>Taktyka na Real? Elastyczna obrona</b></center></p>
<p>Po szybkiej stracie bramki <b>Xerez</b> było już przegrane, starał się <b>Villarreal</b>, ale po pochopnym usunięciu z boiska  <b>Gonzalo Rodrigueza</b> każda akcja organizowana była ze świadomością, że środka obrony pilnuje tylko <b>Godin</b>. Pewnie byłoby więcej emocji, gdyby nie głupia ręka <b>Angela</b>. Ale jak grać z Realem pokazała dopiero <b>Tenerife</b>.</p>
<p>Z przyjemnością patrzyłem na inteligentną grę obrońców <i>Tete</i>. Dużo ruchu, wyprzedzanie rywali i przecinanie podań musiało doprowadzać Królewskich do pasji, szczególnie, że na Santiago Bernabeu na bramkę czekało kilkadziesiąt tysięcy podirytowanych kibiców. Wysiłek całej pierwszej połowy zepsuła główka Benzemy, a nadmierne otwarcie się przyniosło kolejne trafienia. Sygnał jednak poszedł w świat – Realu nie trzeba próbować powstrzymywać już na ich połowie, nie trzeba nawet szaleńczo naciskać ani brutalnie atakować, murowanie bramki jest zbędne – należy sporo biegać wszerz boiska, nie dopuszczając tylko do strzału z dystansu i nie bać się startować do przejęcia każdego podania czy bezpańskiej piłki.  Mało który z piłkarzy rywala będzie zainteresowany biegowym pojedynkiem.</p>
<p>Zalecałbym dość delikatny odbiór &#8211; niektóre z gwiazd Realu potrafią przekonująco wić się na murawie i prowokować kartki. Można pozwalać Królewskim na niegroźne, indywidualne rajdy, jeśli zawodnik będzie schodził na boki – osamotniony łatwiej zgubi piłkę. Rozciąganie gry to dobry pomysł, bo w Realu ciągle szwankuje współpraca. Im większe odstępy pomiędzy piłkarzami, tym większe prawdopodobieństwo, że dłuższe podanie zostanie przecięte przez przygotowanego do tego obrońcę.</p>
<p>Problemem są indywidualne zdolności. <b>Kaka</b> zawsze zrobi dużo wiatru, dlatego jego jednego można bardziej naciskać i ograniczać mu pole manewru. <b>Ronaldo</b> nie jest szczególnie groźny, gdy popędzi skrzydłem. Jeśli jednak zacznie schodzić do środka, nie wolno dać mu miejsca by strzelił. Najgroźniejszy bywa w pełnym biegu, bądź gdy ma miejsce błyskawicznie przyspieszyć – wówczas zawsze powinien być ktoś, kto przetnie mu drogę zaraz po tym, jak ucieknie pierwszemu zawodnikowi. Można go trochę prewencyjnie poobijać, by rozjuszony próbował czarować swoją techniką – przekładaniem nóg nad piłką. Ciągle chyba nie wie, że tym w Hiszpanii furory nie zrobi.</p>
<p>Jeśli <b>Sevilla</b> ze swoją równie ruchliwą defensywą skopiuje model gry Teneryfy, Real powinien stracić pierwsze punkty w sezonie. W ofensywie <b>Fabiano, Kanoute, Negredo, Perotti, Navas, Renato i Capel</b> są bowiem o wiele bardziej żywiołowi, precyzyjni i skuteczni, niż źle ze sobą współpracujący <b>Alfaro, Nino i Kome</b>.</p>
<p><center><br />
<h1>FC Barcelona,</h1>
<h2>czyli to samo co przed rokiem</center></p>
<p><center><b>Blitzkrieg trwa</b></center></p>
<p>Jaka jest różnica pomiędzy Realem a Barceloną? Real zasypia, gdy prowadzi jedną bramką, Barcelona – czterema. By rozbudzić w sobie żądzę zmiażdżenia przeciwnika, Blaugranie wystarczy jeden gol, Real potrzebuje ze trzech. </p>
<p>Rozpędzona Barca to lawina nieszczęść, zatrzymać mogłoby ją tylko pole ognia i siarki, ale mało który zespół po stracie bramki zdolny jest wytworzyć  w sobie dość energii, by gasnąca iskierka nadziei błysnęła radosnym płomieniem i pomogła powstrzymać nacierający lodowiec. Entuzjaści historii nie muszą długo szukać porównań – gra Barcy to klasyczny <b>Blitzkrieg</b>. Pierwsza bramka nie tyle jest celem natarcia, co środkiem do złamania rywala. Po niej przychodzą kolejne i dopiero potem można spokojnie regenerować siły na następną kampanię. Kanonada strzałów, bombardowanie bramki i nękanie obrony zabójczymi szarżami nie trwa długo – góra kilkanaście minut i już jest po sprawie. I tylko <b>Guardiola</b> sieje w mediach propagandę, że nie podoba mu się odpuszczanie, że jego zespół powinien ciągle atakować i kontrolować mecz. Sam jednak dobrze wie: intensywna okupacja nie ma sensu, kosztowałaby zbyt wiele sił. Wystarczy naciskać aż obrona pęknie, wpaść, splądrować, dokonać rzezi i odejść, by korzystać z łupów.</p>
<p>Pep jednak wiedział co robi, gdy wymieniał <b>Eto’o</b> na <b>Zlatana</b>. Szwed wprawdzie sporo psuje, jest łapany na spalonym i ogólnie nie przemęcza się zbytnio na boisku, ale sprawia, że o przełamanie teraz jeszcze łatwiej, bo do bramki czasem wystarczy zaledwie jedna górna piłka. Czy nie wystarczyłby <b>Guiza</b> lub <b>Fernando Llorente</b>? Może, ale zdobywcy potrójnej korony można pozwolić na lekką ekstrawagancję.</p>
<p><center><b>Wszystko można przeżyć</b></center></p>
<p>To jednak nie tak, że Barcelona musi wychłostać każdego. Już przed rokiem <b>Betis</b>, <b>Valencia</b> czy <b>Chelsea</b> pokazywały, że sposób istnieje. Próbowała go <b>Malaga</b>, przynosił całkiem niezłe rezultaty, ale brakło trochę szczęścia, konsekwencji i siły. Cóż to za taktyka? Metoda do skomplikowanych nie należy &#8211; jest prosta, wręcz prostacka, biorąc pod uwagę jej główne założenia. Barcelonę należy pacyfikować z dala od swojej bramki, nie wolno nigdy cofać nogi i trzeba grać wykorzystując atuty fizyczne. Broń Boże nie dać rozciągnąć gry, wypada maksymalnie zagęszczać przestrzeń i rzucać się pod rywali przy każdym ich kroku. Nie można pozwalać im zbyt blisko bramki powozić piłkę, bo zaraz zgotują z tego jakieś nieszczęście. Real niech tam sobie trochę podaje – i tak najgroźniejsi są w akcjach indywidualnych, ich dogrania bywają czytelne i można łatwo odzyskać piłkę. Gra przeciw Barcelonie wymaga nieludzkiego wysiłku, bo doskok do rywala &#8211; już w okolicach 35-40 metra &#8211; powinien być natychmiastowy i agresywny. Co więcej, jak w szachach wygrywa ten, kto przewiduje parę ruchów naprzód, tak grając z Barceloną należy wczuć się w myślenie piłkarza posiadającego piłkę i pilnować tych, do których może on podawać. Niech musi wycofać ją do obrońców, albo bezproduktywnie posłać na bok.</p>
<p>Niech <b>Messi</b> wie, że gdy wypuści sobie piłkę zbyt daleko, to nie powinien za nią bardziej gonić, bo straci nogę od wariackiego wejścia obrońcy. <b>Xavi</b> niech ciągle musi opędzać się od wściekłych ataków, <b>Iniestę</b> można w okolicach połowy boiska nieco poobijać, a wszystkich złośliwie kopać po kostkach. Co? Nie jest to zbyt etyczne? Strzelanie czterech bramek w 10 minut i zadeptanie upadłego na duchu to też mało chrześcijański obyczaj.</p>
<p>Problem może być ze <b>Zlatanem</b>. Najłatwiej chyba uprzykrzać życie rozgrywającym piłkę Katalończykom i nie dać im celnie wrzucić, niż walczyć w powietrzu ze Szwedem. </p>
<p>Nie mniej ważne od konsekwentnej taktyki będzie nastawienie duchowe, pozwalające ustaloną strategię uskuteczniać: sesja kilkunastu <i>slasherów</i> przed meczem, dwie wizyty w miejskiej rzeźni i udział w czarnej mszy. Żądza świeżej krwi i zdruzgotanych kości &#8211; gwarantowana.</p>
<p>Kiedy Barca straci pierwsze punkty? Daj Bóg już z <b>Valencią</b> na Mestalla, może jeszcze dwa tygodnie później w <b>Pampelunie</b>, albo w 11 kolejce, na <b>San Memes</b>. Niemożliwe, aby z kompletem dotrwała do <i>Gran Derbi</i>. Po drodze przynajmniej jeden równie silny w ofensywie rywal i dwójka grających w obronie tak, jak Barcelona najbardziej nie lubi.</p>
<p>Na otwartą grę i wymianę ciosów w Hiszpanii mogą się zdecydować chyba tylko &#8211; i to przy dobrych wiatrach &#8211; <b>Valencia, Real, Villarreal i Sevilla</b>. Reszta musi się skłębić i jadowicie kąsać, żeby przetrwać największą nawałnicę.</p>
<p><center><br />
<h1>Sevilla,</h1>
<h2>czyli inny kandydat do tytułu jednak istnieje</h2>
<p></center></p>
<p><center><b>Filar</b></center></p>
<p>Co jest najmocniejszą stroną Sevilli? Zabójczy atak, z wyrośniętym, szybkimi i precyzyjnymi <b>Fabiano, Kanoute i Negredo</b>? Dynamiczne skrzydła, z palącymi się do gry <b>Perottim, Navasem, Adriano i Capelem</b>? A może defensywa złożona z przewidujących i skocznych <b>Escude i Squillaciego</b>, oraz agresywnych <b>Sergio Sancheza, Konko, Fernando Navarro</b>? Chyba jednak środek pomocy gdzie rządzą wielcy, silni, wytrzymali i pracowici <b>Romaric, Zokora, Lolo</b> albo <b>Dusher</b> oraz kreatywny <b>Renato</b>. Szczególnie kreatywny Renato.</p>
<p>Gdy brazylijskiego dyrygenta gry Sevilli nie ma na boisku, <i>Palanganas</i> grają jakby byli trzema oddzielnymi zespołami – atakiem, pomocą i defensywą. Choć każda formacja jest piekielnie groźna i trudna do zatrzymania bądź sforsowania, gdy funkcjonują w symbiozie, precyzja wypiera lekki chaos i żadna akcja nie jest ciągiem przypadkowych podań. Właśnie Renato spaja wszystko w jedną zabójczą całość, rozdziela piłki, myśli za partnerów, dośrodkowuje z rzutów wolnych czy rogów. Prócz tego groźnie strzela – choć to żaden ewenement wśród pomocników Sevilli – oraz wybitnie gra głową. <b>Manolo Jimenez</b> stosuje rotację i pary środkowych pomocników dobiera pod konkretnego rywala, czasem preferując przewagę fizyczną nad finezją w grze, ale najgroźniejsza i najlepiej ułożona wydaje się Sevilla wtedy, gdy to Renato jest na boisku.</p>
<p><b><center>Najrówniejsza kadra</b></center></p>
<p>Gdyby w lidze hiszpańskiej każdy piłkarz mógł grać tylko co drugie spotkanie, sezon wygrałaby Sevilla. Próżno gdzie indziej szukać tak silnej kadry, równocześnie tak bardzo wyrównanej. Chcieliby w Katalonii, by o <b>Pedro</b> czy <b>Jeffrenie</b> można było mówić jako o wartościowych zmiennikach <b>Messiego</b> czy <b>Iniesty</b>, w Madrycie o <b>van der Vaarcie</b> jako alternatywie dla <b>Kaki</b> czy o jakimś substytucie <b>Ronaldo</b>, w Valencii o następcy <b>Villi</b> i kimś równie kreatywnym jak <b>Silva</b> czy <b>Banega</b>. W Sevilli dwójka napastników ma równorzędnego zmiennika, na skrzydłach może zagrać czwórka zabójczych zawodników, boki obrony mogą być zmieniane co mecz, a o miejsce środku pomocy bije się pięciu podobnych piłkarzy. Oczywiście, można uznawać wyższość Renato nad Dusherem czy Adriano nad Fernando Navarro, ale w żadnym innym zespole zmiana nawet czterech czy pięciu zawodników z poprzedniego meczu nie wywołałaby tak minimalnych zmian stylu i efektów gry. </p>
<p>Sevillę gra na trzech frontach będzie kosztowała nieporównywalnie mniej, niż Barcelonę i Real. Następny weekend pokaże, czy można już mówić o trzech równorzędnych siłach. Uznanie przebudzonej Sevilli za trzecią jakość w hiszpańskim futbolu jest już chyba oczywiste. Cztery ostatnie niebłahe wiktorie powinny wywoływać w Madrycie poważny niepokój co do wyniku najbliższej konfrontacji. </p>
<p><center><br />
<h1>Valencia,</h1>
<h2>czyli jak to jest mieć najbardziej nierówny skład na świecie</h2>
<p></center></p>
<p><b><center>Chaos nade mną i chaos pode mną…</b></center></p>
<p>Do ostatniej kolejki nie można było mieć pewności, czy najgorszą defensywą w całej lidze szczycić się może Valencia, czy jednak Atletico Madryt. Mecz na Mestalla przyniósł rozstrzygnięcie – konkurs wygrała defensywa <i>Los Ches</i>, i to w spektakularnym stylu. Nagrodę indywidualną śmiało można przyznać <b>Alexisowi Ruano</b>. Serdecznie gratulujemy.</p>
<p><a href="http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/">Już kiedyś sugerowałem</a>, że czasy w których Valencia słynęła z poukładanej gry obronnej minęły bezpowrotnie, ale nawet w najgorszych koszmarach nie wyśniłem scenariusza, jaki zrealizował się w ostatnich trzech spotkaniach. Podawanie do rywali, wdawanie się w pojedynki i tracenie piłki w roli ostatniego obrońcy, wywracanie się przed atakującym przeciwnikiem we własnym polu karnym, zostawianie niepilnowanych zawodników i nie trzymanie się swojej pozycji, fatalnie spóźnianie pułapek ofsajdowych i ogólna panika w każdej sytuacji, szczególnie będąc pod presją – to w skrócie obraz gry obronnej Valencii. Cztery z tych sześciu cech przypisać można <b>Alexisowi</b> (1, 2, 3, 6), również cztery, choć w mniejszym natężeniu &#8211; <b>Mathieu</b> (1, 2, 5, 6), jedną <b>Bruno</b> (4), i tylko jeden <b>Dealbert</b> zupełnie nie pasuje do kolegów. Ma prawo – do tej pory grał tylko w drugiej lidze, więc nie zorientował się jeszcze, że w Primera napastnicy są o wiele bardziej groźni i bezwzględnie należy głupieć w ich obecności. </p>
<p><center><b>Nie wiem co zrobiliście z prawdziwym Banegą, ale my zatrzymujemy sobowtóra </b></center></p>
<p><a href="http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/">Tak jak i przed dwoma tygodniami</a> zasłużył na osobny akapit. Kandydat do jedenastki sezonu, a na pewno na objawienie sezonu. Regularnie co parę minut uruchamia skrzydłowych bądź Villę posyłając dokładną, prostopadłą piłkę, przecina akcje rywali i wyprowadza kontrataki. Absolutnie nie do poznania. Przed rokiem w Atletico więcej szkodził niż pomagał, a teraz? Gdyby <b>Xavi, Xabi Alonso i Renato</b> zechcieli założyć kiedyś <i>Stowarzyszenie Najwybitniejszych Rozgrywających La Liga</i>, to pojawił im się właśnie czwarty do brydża na zimowe posiedzenia zarządu. </p>
<p><b><center>¡Dios, z kim my gramy!</center></b></p>
<p>Frustrująca musi być dla najwybitniejszych piłkarzy Valencii – <b>Villi, Banegi, Silvy, Maty, Pablo czy Joaquina</b> – gra z taką defensywą. Ile by nie strzelili, tyle – lub więcej &#8211; tamci stracą. Nie trudno byłoby zrozumieć rozgoryczenie i spadek zaangażowania. Wprawdzie nie można jeszcze mówić o czymś takim, ale jednak Silva czy Mata trzech ostatnich spotkań nie zagrali bajecznie. Co będzie, gdy rozżalenie sięgnie apogeum? Trudne zadanie czeka <b>Unaia Emery’ego</b>. By zwyciężać, nie wystarczy więcej wymagać od ofensywy, ciągle mając tragiczną obronę. A Emery nie bardzo radzi sobie z usprawnianiem defensywie – poprawy nie widać, a w każdym wywiadzie zapewnia, że gra z tyłu przejdzie renowację.</p>
<p>Co ciekawe, żadnych animozji chyba nie będzie czuł Villa, humorzasty przecież nieco w ostatnich latach. <i>El Guaje</i> zaczynał bardzo niemrawo, jakby ciągle przeżywając bardzo intensywny okres transferowy, ale teraz wrócił do swego stylu – nie kończy jeszcze niby każdej akcji zabójczym strzałem, ale gra jakby chciał w pojedynkę zabiegać obrońców rywali i udowodnić przy tym, że Ibrahimovic czy Benzema są napastnikami na dwukrotnie niższym <i>levelu</i>.</p>
<p><center><br />
<h1>Atletico Madryt,<br />
<h1>
<h2>czyli jak mieć drugi najbardziej nierówny skład na świecie</h2>
<p></center></p>
<p><b><center>Transferowe wróżby zaskakująco prawdziwe</b></center></p>
<p>Przewidywali kibice, przewidywali dziennikarze, <a href="http://soccerlog.net/2009/09/03/podsumowanie-okienka-transferowego-w-la-liga/">przewidywali postronni obserwatorzy</a> – nie potrafili przewidzieć tylko ci, którzy bezwzględnie powinni – zarząd Atletico. Mowa oczywiście o okienku transferowym, w którym Atletico pozbawiło się szans na powtórzenie sukcesu z dwóch ostatnich lat.</p>
<p>Obrona Atletico naprawdę gra fatalnie. Gdyby Barcelonie chciało się w tym meczu grać, a nie bawić, dwucyfrowy wynik byłby dość prawdopodobny. <i>Rojiblancos</i> zostali rozniesieni od niechcenia, bo każda, nawet najbardziej leniwa akcja Barcelony kończyła się w polu karnym Atletico. A tam nie bardzo wiedzieli co ze sobą zrobić obrońcy stołecznego klubu. Zero ruchu, zero pomysłu na odbiór czy przejęcie piłki. Trudno nawet powiedzieć, by grali oni w tym spotkaniu – raczej wzięli bierny udział, wkładając mniej zaangażowania, niż publiczność na Camp Nou, reagująca okrzykami radości co kilkanaście minut.</p>
<p>Trudno wygrywać, gdy obrona nie bardzo interesuje się grą. Nawet mając w składzie <b>Forlana, Jurado czy Aguero</b>. Szczególnie, że i oni potrafią dość profesjonalnie zawalać spotkania. Teoria, że celność Forlana rośnie proporcjonalnie do  wzrostu odległości od bramki, powinna wkrótce zostać ogłoszona prawem przyrody. Dość już rozegrał meczów, by sformułować indukcyjny dowód.</p>
<p><b>Manu del Moral, Lafita, Sergio Sanchez, Pedro Leon, Luis Felipe, Duda, Marcano, może nawet Cata Diaz czy Lopo</b> – cała świta dobrych transferów przeszła Rojiblancos koło nosa.  No ale trzeba było poświęcić Forlana bądź Aguero, by zdobądź pieniądze na kilka wzmocnień i zbalansowanie kadry.</p>
<p><center><b>Potrzebny trener, nie idol</b></center></p>
<p>Nie <i>czy></i> tylko <i>kiedy?</i> wyleci <b>Abel Resino</b>, zastanawiają się już fani Atletico. Może i był w tym zespole gwiazdą, jest żywą legendą, ale od charyzmy i autorytetu gra nie poukłada się sama. Konieczny jest trener-taktyk, zdolny ze stosu drewna ułożyć nawet nie jakiś mur, co najmniej wymyślny płot. Kandydatami prasy są <b>Schuster, Spaletti, Flores i Aragones</b>.</p>
<p><b>Mędrca</b> bym nie życzył największemu wrogowi. Jak on weźmie się za układanie składu, to Forlan wyląduje w centrum boiska, Aguero na skrzydle, a Reyes awansuje na wysuniętego napastnika. O miejsce w składzie nie musieliby się za to martwić środkowi pomocnicy – im ich więcej, tym lepiej, więc <b>Jurado, Cleber, Assuncao i Raul Garcia</b> mogliby stale tworzyć zgrany kolektyw. Wyznaję pogląd, że Hiszpania Euro wygrała nie <i>dzięki</i> <b>Aragonesowi</b>, ale <i>pomimo niego</i>, gdyby dobrał się on do kadry Atletico, chaos osiągnąłby monstrualne rozmiary. Takie, że momentalnie wyłoniliby się z niego <b>Uranos i Gaia</b>.</p>
<p>Podobnie może być w przypadku Niemca oraz Włocha. <b>Schustera</b> kompromituje nieszczelna defensywa Realu, <b>Spaletti</b> uchodzi za piewcę futbolu ofensywnego. Ja bym polecał <b>Floresa</b>, za jego czasów Valencia nie grała może najpiękniej (kiedy Atletico grało pięknie…), ale strzelenie jej bramki to naprawdę był wyczyn. <b>Quique</b> od zaraz, a może jeszcze będzie coś z <i>Rojiblancos</i> tego roku.</p>
<p><center><br />
<h1>Villarreal,</h1>
<h2>czyli jak w miesiąc przestać umieć wygrywać</h2>
<p><b><center>Ernesto, coś ty zrobił!</b></center></p>
<p>Pytanie nie jest zarezerwowane tylko dla fanów <i>Amarillos</i>, raczej zadaje je sobie każdego wieczora sam nieszczęsny trener. <a href="http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/">Nie tak to miało wyglądać!</a> Villarreal gra zabójczo niepewnie, a brak przekonania do własnych możliwości wzrasta, nie maleje. <b>Fernando Roig</b> nie przywykł do szybkiego wyrzucania szkoleniowców, więc <b>Valverde</b> nie jest jeszcze przekreślony, ale musi działać szybko. Jeśli jego zespół nie przełamie się w nadchodzących kolejkach, to trener postrada zaufanie ze strony własnych podopiecznych. Oni permanentnie nie wiedzą co mają robić na boisku. Nerwy muszą mieć napięte jak struny – wystarczy lekko przycisnąć, szybko zdobyć bramkę, by każdy dostał lekkiej paranoi – przestał widzieć partnerów, a wszędzie dostrzegał krwiożerczych rywali, usportowionych  wampirów, którzy wbrew własnej naturze wykazują spore zainteresowanie piłką.</p>
<p>Opanowanie przychodzi z czasem. Wraca gra zespołowa, wraca szybkość i precyzja, udaje się przejąć kontrolę nad meczem, ale czasem brakuje szczęścia, czasem sił. I przepadają kolejne punkty, a rywale nie marnują czasu.</p>
<p><b><center>Czekać na przełamanie</center></b></p>
<p>Poprawa nadejdzie. Piłkarze Villarreal nie stracili swych umiejętności, potrafią stworzyć groźne akcje, ale muszą zapomnieć o wynikach, skupić się na rywalu, przestać przeliczać uciekające punkty. Pierwsze dwa mecze były specyficzne, dopiero klęska w <b>Bilbao</b> dała więcej do myślenia. Z Realem pewnie poszłoby ciut lepiej, gdyby sędzia nie sprzyjał <i>Królewskim</i> – wyrzucenia <b>Gonzalo</b> przy pobłażaniu zachowaniu <b>Lassa i Gago</b> inaczej nie da się określić. Ten mecz pokazał jednak ducha walki i siłę ambicji, czyli wszystko, co na dobre kilkadziesiąt minut zdruzgotało fantastyczne uderzenie <b>Juca’y</b>, w meczu <b>Villarreal z Deportivo</b>. Z upływem czasu strzały <b>Senny, Cazorli i Rossiego</b> stawały się coraz bardziej celne, ale brakło zimnej krwi do wywiezienia choćby punktu z <b>Riazor</b>. </p>
<p>Następny rywal: <b>Espanyol</b> na <b>El Madrigal</b>. Zacząć ze spokojem, swobodnie rozgrywać i czekać na dogodną szansę – ona przyjdzie na pewno. Jeśli Valverde wpoi tę zasadę swym podopiecznym, Żółta Łódź powinna minąć górę lodową i  wreszcie ustabilizować swój kurs. </p>
<p>Poważnym problemem są kontuzje – ledwo wyleczony <b>Senna</b> odnowił uraz już w pierwszym meczu, z <b>Osasuną</b>, z <b>Athletic</b> wyleciał <b>Ibagaza</b>, z <b>Deportivo</b> stopę pogruchotał sobie <b>Godin</b>. W co drugim meczu kluczowy piłkarz trafia na ortopedię. Senna jest już w pełni sił, ale Godin i Ibagaza od futbolu odpoczną nieco dłużej. Tym spokojniej trzeba będzie zagrać z Espanyolem – obrona nie będzie już tak szczelna, braknie też prostopadłych podań.<br />
Dwie najbliższe kolejki będą kluczowe – po Espanyolu wyjazd ze słabym Xerez, więc jeśli nie teraz, to kiedy?</p>
Similar Posts:<ul><li><a href="http://soccerlog.net/2009/10/04/in-sevilla-we-trust/" rel="bookmark" title="4 października 2009">In Sevilla we trust.</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/19/podsumowanie-19-kolejki-ligi-brazylijskiej/" rel="bookmark" title="19 sierpnia 2009">Podsumowanie 19. kolejki ligi brazylijskiej</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/10/17/czy-sevilla-ma-szanse-na-mistrzostwo/" rel="bookmark" title="17 października 2009">Czy Sevilla ma szanse na mistrzostwo?</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/09/06/krew-pot-i-lzy/" rel="bookmark" title="6 września 2009">Krew, pot i łzy</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/09/03/transfery-sluza-krolewskim-holendrom/" rel="bookmark" title="3 września 2009">Transfery służą byłym „Królewskim Holendrom”!</a></li>
</ul><!-- Similar Posts took 50.116 ms -->]]></content:encoded>

		
	
		<wfw:commentRss>http://soccerlog.net/2009/09/29/wspomnienia-i-refleksje-jornadas-3-5-potentaci/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>La Liga po dwóch kolejkach</title>
		<link>http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/</link>
		<comments>http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Sep 2009 11:55:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Uleslaw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Primera Division]]></category>

		<guid isPermaLink="true">http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/</guid>
		
		
		<description><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/09/la_liga.jpg" alt="la_liga.jpg" title="La Liga po dwóch kolejkach" width="520" height="220" /></a>
Dwie kolejki La Liga to za mało, by zacząć uprawiać "wróżbiarstwo sportowe", ale wystarczająco dużo, aby podzielić się pierwszymi spostrzeżeniami i uwagami. Kto nie wierzy, że La Liga byłaby ciekawa bez Realu i Barcelony - niech klika. Postaram się pokazać, że trwał dotąd w straszliwej herezji.
<br /><strong><a href="http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/">&raquo;Czytaj dalej</a></strong></p><p><b>Tagi</b>: <a href="http://soccerlog.net/tag/primera-division" title="Primera Division">Primera Division</a>, </p>]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/09/la_liga.jpg" alt="la_liga.jpg" title="La Liga po dwóch kolejkach" width="520" height="220" /></a><br />
Dwie kolejki La Liga to za mało, by zacząć uprawiać &#8220;wróżbiarstwo sportowe&#8221;, ale wystarczająco dużo, aby podzielić się pierwszymi spostrzeżeniami i uwagami. Kto nie wierzy, że La Liga byłaby ciekawa bez Realu i Barcelony &#8211; niech klika. Postaram się pokazać, że trwał dotąd w straszliwej herezji.<br />
<span id="more-147"></span></p>
<p><center><br />
<h2>Faworyci zaskakują, bo… wygrywają</h2>
<p></center></p>
<p>Nie należę do tego smutnego grona fanów Primera Division, którzy w całej lidze widzą trzy zespoły: Real, Barcelonę i <em>nie-Real-ani-nie-Barcelonę</em>. Dla takich osób dwie najbardziej znane ekipy z koniecznością praw przyrody muszą okupować dwie pierwsze pozycje, „to trzecie” zajmuje całą resztę. Dla mnie w Hiszpanii słaba drużyna to gatunek wymarły, ewentualnie – stan przejściowy. Poprzednie lata nauczały, że kolejka-niespodzianka to w La Liga kolejka bez niespodzianek. Wpadki ‘silniejszych’ zdarzają się tam często i przymiotnik ‘zaskakujący’ coraz słabiej pasuje do opisu meczu.</p>
<p>No ale Real i Barcelona powygrywały. A szkoda, bo ich porażki mogłyby uatrakcyjnić początek sezonu. W żadnym z czterech meczów dwójki potentatów nie było jednak widać miażdżącej przewagi na boisku, co pozwala na wysnucie delikatnego wniosku: noga im się kiedyś powinie. Być może całkiem niebawem, mając na uwadze występy w Lidze Mistrzów. O potentatach dosyć – nie lubię zbyt pochlebnie pisać o Realu i Barcy, a nawet <strong>Zlatana</strong>, przy całym jego lenistwie i nonszalanckim stosunku do kolegów – nawet <strong>Xavi</strong> nieraz strzelał, bo nie miał jak dogrywać do fatalnie ustawiającego się Szweda! – musiałbym obdarzyć jakąś pozytywną wzmianką.</p>
<p><center><br />
<h2>Trzecia siła</h2>
<p></center></p>
<p>Dwukrotnie wygrała też Valencia, za każdym razem pokazując się z dobrej strony. W meczu z Sevillą głównie w defensywie – <strong>Alexis</strong> z <strong>Dealbertem</strong> skutecznie chronili <strong>Moyę</strong> przed nadmiernym wysiłkiem, <strong>Miguel i Bruno</strong> wspomagali ich podcinając Sevilli najgroźniejszą broń – skrzydła, a <strong>Marchena z Banegą</strong> stłamsili pięciokrotnie silniejszy fizycznie środek pola rywala. <strong>Mata</strong> i spółka tylko dopełnili dzieła zniszczenia, wykorzystując dwie z wielu wypracowanych okazji.</p>
<p>Inaczej wyglądała sytuacja w spotkaniu z Valladolid – na nieprzyjemnie wąskim boisku <strong>Nuevo Estadio Jose Zorilla</strong> z zadziwiającą łatwością rozhasały się skrzydła i atak. Każdy z czwórki <strong>Mata, Silva, Villa i Pablo</strong> strzelał i/lub asystował, a wynik mógł być sporo wyższy. Lekko zawiodła za to defensywa. Może nie był to koncert błędów, ale nieprzyjemne zgrzyty zakłócały melodyjną grę całej drużyny. <strong>Moya</strong> wypuścił piłkę z rąk, <strong>Alexis i Miguel</strong> tylko obserwowali akcję przy drugiej bramce. Usprawiedliwiać nie można i <strong>Dealberta</strong> &#8211; dał się łatwo ograć, ale w przeciwieństwie do kolegów starał się – niezdarnie bo niezdarnie – ale jednak przeszkadzać. <strong>Alexis z Miguelem</strong> stanowili tylko psychologiczną barierę, zbyt mocno wierząc swe telekinetyczne zdolności.</p>
<p>Na osobny akapit rewelacyjną postawą zasłużył sobie <strong>Ever Banega</strong>. Młody Argentyńczyk, kupiony dla uspokojenia fanów na początku katastrofalnej serii <strong>Ronalda Koemana</strong>, po rocznym wypożyczeniu w Atletico, gdzie nie chciano na niego wydać więcej żadnych pieniędzy, powrócił do klubu w wielkim stylu. Zaliczył już trzy asysty, rozdzielał piłki i uruchamiał skrzydłowych, spajając całą ofensywę. W pierwszym meczu jeszcze nieco wchodził w drogę <strong>Silvie</strong>, ale z Valladolid trzymał pozycję, hojnie darząc dokładnym podaniem każdego, kto miał szansę uciec obrońcom.</p>
<p><center><br />
<h2>Nowe Superdepor? Stara Mallorca?</h2>
<p></center></p>
<p><strong>Guardado, Felipe, ze Castro, Pablo Alvarez, Riki, Aranzubia, Lopo</strong> i przyjaciele nie zatrzymali Realu, ale zostawili całkiem dobre wrażenie. Zupełnie nie odnalazł się na boisku <strong>Lafita</strong>, choć w jego sytuacji może to być zrozumiałe – do dzisiaj nie wie, czy będzie grał w Saragossie, czy jednak dalej w Deportivo. Następny mecz &#8211; z Malagą &#8211; zapowiadał się apetycznie. Pogromcy Atletico na <strong>El Riazor</strong> tak skuteczni już nie byli, a <strong>Baha</strong> pokazał, że prawdziwy artysta dotyka skrajności – w meczu z Atletico przewrotką wydobył z gardła każdego komentatora okrzyk <em>„QUE GOLAZO!”</em>, w ostatnich minutach meczu z <em>Depor</em> tak fantastycznie ułożył nogę, że piłka, miast spokojnie odbić się od niej i wpaść z metra do siatki, poleciała do Atlantyku. Ewentualnie do Santiago de Compostela, jeśli bramka <strong>Aranzubii</strong> skierowana była na południe. Chwilę wcześniej prawdziwe <em>„que golazo”</em> strzałem z kilkudziesięciu metrów zaliczył <strong>Luis Felipe</strong>, zdobywając dla Deportivo pierwsze trzy punkty w sezonie.</p>
<p>Jakkolwiek wygrana z Malagą nie była spektakularna, pozwala żywić nadzieję, że <strong>Lotina</strong> powoli buduje nowe Superdepor. Prawdopodobnie braknie w nim <strong>Lafity</strong>, ale i tak będzie groźnie. Szczególnie na lewym skrzydle.</p>
<hr />
<p>Dzięki pracowitej ostatniej transferowej nocy Mallorca jakoś załatała kadrę i mimo drugiej z rzędu totalnej wyprzedaży, <strong>Gregorio Manzano</strong> sensownie ustawił swój zespół. Taktyki nie zmienił – w luki swojego ulubionego 4-2-3-1 wkomponował nowych-starych zawodników. Po rocznym wypożyczeniu wrócił <strong>Tuni</strong>, któremu przypadła ciężka rola – zastąpienie byłego kapitana, <strong>Juana Arango</strong>, na lewym skrzydle. Zadanie wykonał – Xerez strzelił i asystował przy drugiej bramce, z Villarreal siał popłoch i dobrze trzymał się na nogach, pomimo braku płetw – boisko na <strong>El Madrigal</strong> zamieniło się w jezioro, a pogoda rozwiała wszelkie stereotypy – zarówno <em>Żółta Łódź Podwodna</em>, jak i wyspiarze z Ballearów tak naprawdę źle znoszą morską aurę i nie potrafią grać w piłkę wodną; ten mecz mógł się skończyć każdym wynikiem. Skończył się remisem, głównie dzięki <strong>Borji Valero</strong> – następca niezastąpionego <strong>Jurado</strong> ryzykował płaskim strzałem z wolnego, ale niesiona na falach piłka wpadła do siatki. <strong>Diego Lopez</strong> wprawdzie zanurkował, ale nie zdążył jej wyłowić.</p>
<p>To niespotykane na takim poziomie: mimo tak wielkich problemów i tak skromnych środków, Mallorca może nie zmienić swej specyfiki. Oby, bo drużynę <strong>Manznano</strong> nigdy nie było nudno oglądać.</p>
<p><center><br />
<h2>Co z tą Sevillą?</h2>
<p></center></p>
<p>Sevilla wynagrodziła swym fanom pokazowym spotkaniem z Saragossą poprzedni, przespany mecz &#8211; z Valencią. Spotkanie porywające jak arabscy terroryści, wymiana ciosów jakby z ping-ponga. Ogólnie było bajecznie, a pięknych książąt była dwójka: <strong>Luis Fabiano i Diego Perotti</strong>, choć w oczach graczy Saragossy przypominali raczej odrażające kreatury: Brazylijczyk to demon skuteczności, <strong>Perotti</strong> biega, kiwa, wrzuca i strzela jak opętany. Jeśli <strong>Felipe</strong> posłał <strong>Munui</strong> &#8220;strzał z armaty&#8221; (jak sugeruje Marca), to <strong>Perotti</strong> wypalił w <strong>Carrizo</strong> z shotguna. Bez zbędnego przymierzania.</p>
<p>Asystę zaliczył <strong>Negredo</strong>, ale znów bardziej niż dobrą grą dał się zapamiętać z  frustracji, pretensji do arbitrów i efektownych wywrotek. Trochę wstyd, jak na takiego dużego chłopca.</p>
<p>Błyskawiczne przebudzenie Sevilli zwiastuje pasjonującą walkę o mistrzostwo. Wszak do tej pory <strong>Fabiano, Perotti, Navas i Adriano</strong> wywołali lepsze wrażenie, niż choćby<strong> Ronaldo, Benzema, Arbeloa i Zlatan</strong>…</p>
<p><center><br />
<h2>Dwa falstarty: Atletico &#038; Villarreal</h2>
<p></center></p>
<p>Z początku sezonu najmniej zadowolone mogą być dwie ekipy: Villarreal i Atletico, tracące już kolejno 4 i 5 punktów do liderów. <a href="http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/">Przedsezonowe wróżby wypadały bardzo pomyślnie</a> dla <em>Żółtej Łodzi</em>, a o sile rażenia nowych torped zamontowanych na pokładzie, przekonał się chociażby Juventus. <strong>Valverde</strong> można jednak jeszcze próbować rozgrzeszać: wyjazdy do Pampeluny nie należą do łatwych dla nikogo, bowiem fanatyczni kibice dodają siły i agresywności i tak już silnym i agresywnym piłkarzom Osasuny. W połączeniu z pracowitością i opanowaniem <strong>Nekunama</strong> oraz świetną techniką i precyzją  <strong>Juanfrana, Azpilicuety, Arandy czy Pandianiego</strong>, otrzymujemy twór zdolny urwać <strike>nogi</strike> punkty każdemu. Swoje zrobiła też szybka kontuzja <strong>Senny</strong> – choć zastąpił go bardziej kreatywny Ibagaza, odbiło się to na mniejszej konsekwencji w defensywie, a moment dekoncentracji wykorzystał <strong>Pandiani</strong>, po ładnym rajdzie i wyłożeniu piłki przez <strong>Arandę</strong>. Zawiódł trochę <strong>Cazorla</strong>  &#8211; bramkę niby strzelił, ale po rykoszecie, a reszta jego strzałów pozostawiała wiele do życzenia. W zasadzie jedno – więcej precyzji! Sytuacja mogłaby się potoczyć inaczej, gdyby na boisku wcześniej pojawił się <strong>Jonathan Pereira</strong>. Ja wiem, że Cazorla to Cazorla &#8211; nietykalny, a coraz więcej do gry wnosi <strong>Cani</strong>, ale Pereira przez te swoje kilka minut gry stworzył więcej groźnych okazji, niż cały zespół od początku meczu. Im szybciej <strong>Valverde</strong> nauczy się, że miejsce młodego Hiszpana &#8211; przy którym <em>Struś Pędziwiatr</em> to wyjątkowy anemik &#8211; jest w podstawowym składzie, tym lepiej dla całej drużyny.</p>
<p>Nie nauczył się przynajmniej do meczu z Mallorcą. Choć i tutaj mógłby się bronić – jeziorko na <strong>El Madrigal</strong> momentalnie zrobiło się tak głębokie, że kieszonkowych wymiarów Pereira mógłby tam nawet utonąć. W roli <em>„wywoływacza tsunami”</em> zastąpił go <strong>Giuseppe Rossi</strong> – <strike>biegał</strike> ślizgał się po wodzie za trzech i znalazł w sobie dość siły, w zamieszaniu mocno posłać piłkę pod prąd, do siatki bramki Dudu Aouate. Villarreal choć ciągle bez zwycięstwa, przynajmniej bez porażki.</p>
<hr />
<p>Oj, polecą wkrótce głowy w Atletico. Jeśli te najbardziej pożądane przez kibiców, członków zarządu i dyrekcji sportowej &#8211; <strong>Enrique Cerezo, Miguela Angela Gila Martina i Jesusa Garcii Pitarcha</strong> – to przynajmniej trenera, <strong>Abela Resinio</strong>. Nie pomógł szalejący po boisku, zwrotny jak zaimek „się” <strong>Aguero</strong>,  zawiódł król strzelców poprzedniego sezonu, <strong>Diego Forlan</strong>. Malaga z łatwością zdobywała bramki, wykorzystując błędy obrońców i bramkarza podczas stałych fragmentów. Dowodzi to niezbicie, że naprawdę znakomitym pomysłem była sprzedaż w ostatnim dniu okienka transferowego <strong>Johna Heitingi</strong> i ogólne zaniedbanie wzmocnień defensywy. Na ten temat chciałoby z zarządem „porozmawiać” wielu fanów Atletico, na razie  ograniczających się tylko do protestów i wyzwisk.</p>
<p>Mecz z Racingiem miał pokazać, że porażka z Malagą była tylko nieprzyjemnym wypadkiem przy pracy. Znowu nie pomogły dryblingi Aguero, strzały Forlana lądowały na słupkach bądź wybijał je świetny jak zawsze <strong>Tono</strong>, a <strong>Simao</strong> zmarnował kilka naprawdę dobrych podań. Próbował i <strong>Cleber Santana</strong>, obdarzony nieprzyzwoicie potężnym uderzeniem, ale trafić udało się tylko <strong>Jurado</strong>. Wystarczająco silny, precyzyjny strzał z półobrotu zza pola karnego przeleciał milimetr obok wewnętrznej strony słupka. <strong>Serrano</strong> zdołał jednak wyrównać, ograbiając Atletico z wymarzonych punktów. Ciągle bezrobotny <strong>Quique Flores</strong> może powoli kończyć swe wakacje?</p>
<p><center><br />
<h2>Przegląd armii „średniaków”</h2>
<p></center></p>
<p>Najszczęśliwsze z całej grupy „średniaków” może czuć się Athletic Bilbao. Baskowie po dwóch skromnych zwycięstwach 1-0 zajmują czwarte miejsce w tabeli. Po części dzięki <strong>Toquero</strong> – zdobywcy świetnego gola z Espanyolem, po części dzięki uprzejmości piłkarzy Xerez. Prócz Toquero, najbardziej na dwie wiktorie napracowali się jeszcze <strong>Llorente</strong>, <strong>Susaeta</strong> – po jego dośrodkowaniu piłkę do własnej bramki posłał <strong>Prieto</strong> oraz <strong>Javi Martinez</strong>, choć młoda gwiazda Bilbao powinna dwie kolejki kończyć z dwiema bramkami na koncie: Javi ładnie zostawił za plecami obrońców, znalazł się metr przed kładącym się <strong>Kamenim</strong>, minął go, po czym położył się obok Kameruńskiego bramkarza Espanyolu. Motyw tej decyzji ciągle znajduje się w sferze domysłów. W drugim meczu sytuacja była bardziej klarowna – karnego, wykonywanego przez Martineza, efektownie obronił <strong>Renan</strong>.</p>
<hr />
<p>Zawodzi Almeria. Pozbawiona najlepszego strzelca, <strong>Negredo</strong>, seryjnie marnuje dobre okazje. Mieszane uczucia można żywić do <strong>Kalu Uche</strong> – napastnik Almerii niby starał się jak mógł, oddawał groźne strzały, czy to głową (jedna poprzeczka), czy którąś z nóg, ale w najlepszej sytuacji puścił piłkę pomiędzy obiema. Podobnie nieskuteczni byli <strong>Crusat i Soriano</strong>, przez co zespół ciągle czeka na pierwsze trafienie. W drugim meczu nieskutecznością Almerii starał się dorównać Sporting, ale ta trudna sztuka asturyjskiej drużynie ostatecznie się nie powiodła – bramkę na wagę trzech punktów zdobył <strong>Diego Castro</strong>, zdecydowanie najjaśniejsza postać całej drużyny.</p>
<hr />
<p>Niespodziewany lider z pierwszej kolejki – Getafe &#8211; uległo Barcelonie, ale do pojawienia się na boisku gwiazd – <strong>Messiego i Iniesty </strong>– toczyło co najmniej równorzędną walkę. Nie tak mogłoby wyglądać to spotkanie, gdyby skuteczności z pierwszego meczu nie stracił <strong>Soldado</strong>, a łut szczęścia znalazł się w ekwipunku <strong>Albina</strong>. Dwa zabójcze strzały mogły skończyć się bramkami. Najpierw pięknym półobrotem popisał się właśnie Albin, a piłka odbiła się od poprzeczki, linii bramkowej i wyszła na boisko, potem zadziwiającą akrobację wykonał Soldado – gdyby <strong>Pedro Leon</strong> wiedział, że jego kolega z drużyny będzie tę piłkę uderzał z przewrotki, posłałby ją wyżej, niż tylko 30 cm ponad murawą. Naturalnie, słupek…</p>
<p>Cóż, dwa razy z rzędu szczęście dopisywać widocznie nie może. We wcześniejszym meczu, z Racingiem, wychodziło Getafe niemal wszystko. Szczególnie – Soldado, zdobywcy pierwszego hattricka w sezonie. Dwukrotnie dołożył on tylko nogę, a piłka wpadała do siatki, raz znakomicie, z dosyć ostrego kąta, wyjątkowo precyzyjnie posłał piłkę na długi róg. Dużą zasługę w zwycięstwie ma <strong>Parejo</strong>. Real Madryt choć raz okazał się uczciwym partnerem w transferach: zabrał z Getafe <strong>Granero</strong>, ale oddał podobnie kreatywnego piłkarza środka pola.</p>
<hr />
<p>O Racingu była już gdzieniegdzie mowa, ale nie padło jeszcze nazwisko najważniejszego piłkarza tej drużyny w obydwu kolejkach: <strong>Arany</strong>. Prawdziwy motor napędowy zespołu, godny następca Jonathana Pereiry. Co prawda nie trafił on jeszcze bramki – robili to <strong>Serrano i Lacen</strong>, ale świetnie tworzył kolegom kolejne okazje. 600K € zapłacone za niego Castellonowi być może kandydowało będzie do miana najlepiej spożytkowanych sześciuset tysięcy euro na całym świecie.</p>
<p><center><br />
<h2>Pierwsze spojrzenie na trójkę beniaminków</h2>
<p></center></p>
<p>Najsłabiej wśród wszystkich dwudziestu zespołów wypadło Xerez. Nie dość, że nie stworzyło żadnej interesującej akcji, to jeszcze raziło głupotą i dyletanctwem w defensywie. Zostawmy już biednego <strong>Prieto</strong>, przecież każdy może z paru metrów z całej siły posłać swemu bramkarzowi nieoczekiwany prezent, inteligencją nie grzeszyli również <strong>Gioda i Calvo</strong>. Pierwszy postanowił urwać rywalowi nogę wchodząc nakładką, choć w ostatniej chwili odstąpił od swego zamiaru. Źle skrywał jednak swoje najniższe instynkty, a przy okazji musiał powiedzieć coś miłego arbitrowi, bo ten nie wahał się z sięgnięciem po czerwoną kartkę. Drugi, mając już jedną żółtą na koncie, stracił panowanie nad swoją ręką. Ta dotknęła piłki, przerywając rajd <strong>Tuniego</strong>. </p>
<p>Mecz z Bilbao też Xerez nie ukończyło w komplecie, a w dodatku bezsensowna ręka spowodowała rzut karny. Renan wprawdzie go obronił, ale nie wpłynęło na przydział punktów. Dwie porażki i ostatnia lokata w tabeli, współdzielona z Espanyolem, który choć momentami pokazywał naprawdę dobrą grę.</p>
<hr />
<p>Całkiem przyzwoicie wypadły Saragossa i Tenerife. Pierwsza kolejka przyniosła bezpośredni pojedynek tych drużyn, zakończony nieznacznym zwycięstwem Aragończyków. Trudno powiedzieć, kto na nie bardziej zasłużył: Tenerife częściej gościło pod bramką rywali, ale to piłkarze <strong>Marcelino</strong> tworzyli groźniejsze sytuacje. Na wyróżnienia w Tenerife zasłużyli <strong>Alfaro i Nino</strong>, najbardziej bramkostrzelny duet napastników poprzedniej edycji Segunda Division, tym razem nie tak skuteczny, ale ciągle groźny. Dzielnie wspierał ich <strong>Kome,</strong> piłkarz aktywny i całkiem dobrze radzący sobie ze ścisłym kryciem, w jednej akcji ośmieszył dwójkę obrońców Saragossy, ale nie zdołał skierować piłki do bramki. Real Saragossa w dużym stopniu zależy od dynamicznych skrzydłowych: <strong>Jorge Lopeza i Pennanta</strong>, duetu napastników: <strong>Javiera Arizmendiego i Uche</strong> oraz <strong>Gabiego</strong>, pełniącego rolę zarówno kreatora gry, jak i pierwszej poważnej zapory defensywnej. Cała defensywna, m.in. z kapitanem zespołu, <strong>Roberto Ayalą</strong>, jakoś szczególnie się nie wyróżniała.</p>
<p>Meczu z Sevillą Saragossa nie zagrała jakoś przesadnie źle &#8211; akcje konstruowały obydwie drużyny, czego nie odzwierciedlał końcowy wynik. Trochę lepiej mógł wypaść atak, choć <strong>Javier Arizmendii</strong> i tak zdobył dwie bramki &#8211; pierwsza po sporym zamieszaniu i kilkukrotnych dobitkach, druga po chyba niesłusznie odgwizdanym spalonym i akcji sam na sam z <strong>Palopem</strong>.</p>
<p>Całkiem dobrze wyszedł Tenefire mecz z Osasuną. Dwie piękne bramki: <strong>Nino</strong>, po rewelacyjnie rozegranym rzucie wolnym i potężny strzał<strong>Ricardo</strong> dały zasłużone zwycięstwo. Osasuna odpowiedziała również niebrzydkim golem: po dośrodkowaniu z rzutu rożnego świetnie głową strzelił <strong>Pandiani</strong>, pokazując, że do piłkarskiej emerytury ciągle mu bardzo daleko.</p>
<p>W przeciwieństwie do Xerez, Tenerife i Saragossa pokazały, że walka o utrzymanie nie będzie szczytem ambicji tych zespołów. Aragończycy najchętniej biliby się o europejskie puchary, ale fatalna kontuzja Uche z meczu z Sevillą wyjątkowo utrudni wymarzone plany &#8211; brat byłego piłkarza Wisły Kraków prawdopodobnie zerwał więzadła w kolanie i ten sezon będzie miał już z głowy.</p>
<hr />
<p>Minione dwie kolejki obfitowały w ciekawe pojedynki i urodne bramki. Mam nadzieję, że tego wszystkiego na hiszpańskich boiskach nie zabraknie i za tydzień. A może doczekamy się przy tym pierwszych większych sensacji?</p>
Similar Posts:<ul><li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/21/gdzie-dwoch-sie-bije/" rel="bookmark" title="21 sierpnia 2009">Gdzie dwóch się bije&#8230;</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/11/podsumowanie-18-kolejki-ligi-brazylijskiej/" rel="bookmark" title="11 sierpnia 2009">Podsumowanie 18. kolejki ligi brazylijskiej</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/07/la-liga-czyli-przedsezonowe-przewidywania/" rel="bookmark" title="7 sierpnia 2009">La Liga, czyli przedsezonowe przewidywania</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/" rel="bookmark" title="25 października 2009">Ratunek dla Rojiblancos</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/09/03/podsumowanie-okienka-transferowego-w-la-liga/" rel="bookmark" title="3 września 2009">Podsumowanie okienka transferowego w La Liga</a></li>
</ul><!-- Similar Posts took 126.359 ms -->]]></content:encoded>

		
	
		<wfw:commentRss>http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>U-Villarreal</title>
		<link>http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/</link>
		<comments>http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 Aug 2009 11:30:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Uleslaw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Primera Division]]></category>
		<category><![CDATA[Villarreal CF]]></category>
		<category><![CDATA[Diego Godin]]></category>
		<category><![CDATA[Diego Lopez]]></category>
		<category><![CDATA[Ernesto Valverde]]></category>
		<category><![CDATA[Santi Cazorla]]></category>
		<category><![CDATA[Villarreal]]></category>

		<guid isPermaLink="true">http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/</guid>
		
		
		<description><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/08/okret_podwodny.jpeg" alt="U-Villarreal" title="U-Villarreal" width="520" height="220" /></a>
Sympatyczna <em>Żółta Łódź Podwodna</em> przeszła w lecie renowację. Jej kapitan, <strong>Manuel Pellegrini</strong>, zamienił swój okręt wojenny na najbardziej luksusowy jacht na świecie, zwodowany w rekordowe trzy miesiące. Następcę – <strong>Ernesto Valverde</strong> – pokazano załodze po tygodniu. Rok żeglugi na Morzu Egejskim dobrze mu zrobił, w Grecji został bohaterem i doczekał się wielu tytułów.
<br /><strong><a href="http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/">&raquo;Czytaj dalej</a></strong></p><p><b>Tagi</b>: <a href="http://soccerlog.net/tag/diego-godin" title="Diego Godin">Diego Godin</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/diego-lopez" title="Diego Lopez">Diego Lopez</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/ernesto-valverde" title="Ernesto Valverde">Ernesto Valverde</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/santi-cazorla" title="Santi Cazorla">Santi Cazorla</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/villarreal" title="Villarreal">Villarreal</a>, </p>]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/08/okret_podwodny.jpeg" alt="U-Villarreal" title="U-Villarreal" width="520" height="220" /></a><br />
Sympatyczna <em>Żółta Łódź Podwodna</em> przeszła w lecie renowację. Jej kapitan, <strong>Manuel Pellegrini</strong>, zamienił swój okręt wojenny na najbardziej luksusowy jacht na świecie, zwodowany w rekordowe trzy miesiące. Następcę – <strong>Ernesto Valverde</strong> – pokazano załodze po tygodniu. Rok żeglugi na Morzu Egejskim dobrze mu zrobił, w Grecji został bohaterem i doczekał się wielu tytułów.<br />
<span id="more-119"></span></p>
<p>Valverde w dwa pracowite miesiące dobrze przygotował swą jednostkę. W rejsach szkoleniowych osiągnął niemal wszystkie cele, m.in. posyłając na dno wysłużony, choć zmodernizowany włoski pancernik <em>Juventus</em>, jednego z liderów w swojej klasie. Odnotowano aż 4 trafienia. Jedynie niszczyciel <em>Genua</em> zdołał obronić się przed atakiem <em>Żółtej Łodzi Podwodnej</em>, a błędy pojedynczych marynarzy podczas prawdziwej walki mogłyby skończyć się katastrofą. </p>
<p>Kapitan wyciągnął odpowiednie wnioski, dlatego przy pierwszej prawdziwej walce w akwenie <strong>Ligi Europejskiej</strong> Żółta Łódź dała koncert skuteczności. Holenderski stawiacz min <em>Nac Breda</em> bronił się jak umiał przed wściekłymi atakami ludzi Valverde, ale w nierównej, dwudniowej walce został ugodzony dziewięcioma torpedami. A to był tylko przedsmak tego, co zdziałać może <em>Submarino Amarillo</em>, gdy na poważnie wypłynie na wody międzynarodowe. </p>
<p>Przyczyną sukcesów <em>U-Villarreal</em> jest przede wszystkim świetna, zgrana i zaprawiona w bojach załoga. Pierwszy oficer, <strong>Marcos Senna</strong>, wrócił do obowiązków po ciężkiej ranie, z którą kończył ubiegłoroczny rejs. Jego doskonała współpraca z nawigatorem &#8211; <strong>Miguelem Ibagazą</strong> – obrosła już legendą. Senna ma oko na wszystko, strzeże, ubezpiecza i dowodzi całym statkiem, podczas gdy Ibagaza wyznacza kurs i pilnuje, by każdy trzymał się planów. Potrafi błyskawicznie reagować na zmieniające się warunki zewnętrzne oraz zwiększoną aktywność rywali. </p>
<p>W lecie wzrosła siła ognia: głównego celowniczego, <strong>Josebę Llorente</strong>, wspomagać ma nowy człowiek na pokładzie – Brazylijczyk <strong>Nilmar</strong>. To oni będą odpowiadać za precyzję ataku całej jednostki. Wspierać oraz naprowadzać ich będzie <strong>Giuseppe Rossi</strong>. Zwykł długimi godzinami wpatrywać się w peryskop i czyhać na dogodną możliwość ataku. Na pewno razem poślą niejeden okręt na dno. A mają czym dysponować! Wzbogacono sam arsenał – nowe torpedy akustyczne typu <strong>Pereira </strong>(rocznik ’87) i <strong>Escudero </strong>(produkcji urugwajskiej) – posłane w morze same wytropią rywala i nie spoczną, póki nie przebiją jego burty. W poprzednim roku były w fazie testów i na mniejszych wrogach spisywały się znakomicie. Teraz czas, by dziurawiły większe okręty.</p>
<p>Napęd to sprawa dwójki inżynierów: <strong>Cazorli </strong>i <strong>Capdevili</strong>. Duet motorniczych zrobi wszystko, by statek nie cierpiał na brak mocy i energii, często najciężej tyrają na sukces całej misji.  Gdy trzeba, każdy z nich może obsługiwać pokładowe działko, by z wielką siłą, przy pełnym wynurzeniu, gnębić wrogów silnymi strzałami.</p>
<p>Siła ofensywna nie budzi zastrzeżeń, Żółta Łódź to prawdziwa perełka w klasie średnich, niskobudżetowych jednostek. Za jej obronę odpowiada nie mniej zdolna grupa doświadczonych marynarzy. Nasłuch radiowy to dziedzina <strong>Diego Lopeza </strong>i <strong>Godina</strong>. Tworzą kompletną parę: Lopez przechwyci nawet najlepiej zaszyfrowaną depeszę, a Godin wytropi, przewidzi i  udaremni działanie każdego nieprzyjaciela. Zagrożenie dla statków podwodnych często spada z nieba, dlatego pokładowe działko powierzono w ręce <strong>Gonzalo Rodrigueza</strong>. Na jego barkach spocznie obrona przeciwlotnicza. To dobry wybór – Gonzalo jest niezrównany w powietrznych pojedynkach. Gdyby któryś z liderów obrony kurował się w sanitarce, do akcji wkroczyć mogą <strong>Ivan Marcano </strong>lub <strong>Fuentes</strong>. Jedynie Diego Lopez może nie mieć wartościowego zmiennika, ale dwójka ekspertów od nasłuchu byłaby zbytnią ekstrawagancją. Tacy pracują w samodzielnie, rzadko się meczą i prawie w ogóle nie widują się z lekarzami.</p>
<p>Nie można zapominać o ludziach wszechstronnych, aktywnych zarówno w ataku jak i podczas krytycznych manewrów. <strong>Eguren </strong>i <strong>Angel </strong>spełniają wiele funkcji. Pierwszy z nich najczęściej asystuje Sennie i świetnie pracuje głową. Angel oraz weteran <strong>Javi Venta</strong> stanowią dopełnienie sekcji obrony Żółtej Łodzi.</p>
<p><em>U-Villarreal</em> nie bazuje w olbrzymim porcie, nie może zatem liczyć na nieskończone zasoby, ale za to <em>Lordem Admiralicji</em> nie jest przypadkowy człowiek. <strong>Fernando Roig</strong> to ceniony strateg, obecnie zyskuje coraz większy rozgłos. Świetnie współpracuje z podwładnymi i nie porywa się od razu na karkołomne akcje. Żółta Łódź może nie topi jeszcze lotniskowców, bierze raczej udział w mniejszych akcjach i realizuje krótkoterminowe cele. Prawdziwe polowanie na <em>Home Fleet</em> i szaleńcze rajdy aż do <em>Scapa Flow</em> dopiero się rozpoczną…</p>
<p>Już dziś zacząć ma się walka w Hiszpanii, pierwszy rejs Valverde planuje na jutro. Cel misji: fregata <em>Osasuna</em>, na której niedawno zamontowano niebezpieczne i celne działo typu <strong>Camunas</strong>. Choć do walki dojdzie na obcych wodach, załoga Żółtej Łodzi jest pewna swego – to nie będzie długa wyprawa.</p>
<p><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lvdQQL8iksU&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;color1=0xe1600f&#038;color2=0xfebd01"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/lvdQQL8iksU&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;color1=0xe1600f&#038;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
<p><strong>Wygląda na to, że era tradycyjnych piratów minęła. Czas na współczesnych władców mórz?</strong></p>
Similar Posts:<ul><li><a href="http://soccerlog.net/2010/01/23/genialne-pokolenie-hiszpanskich-prawoskrzydlowych/" rel="bookmark" title="23 stycznia 2010">Genialne pokolenie hiszpańskich prawoskrzydłowych</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/09/15/la-liga-po-dwoch-kolejkach/" rel="bookmark" title="15 września 2009">La Liga po dwóch kolejkach</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/10/17/czy-sevilla-ma-szanse-na-mistrzostwo/" rel="bookmark" title="17 października 2009">Czy Sevilla ma szanse na mistrzostwo?</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/18/przed-startem-serie-a/" rel="bookmark" title="18 sierpnia 2009">Przed startem Serie A</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/09/03/nie-boski-diego/" rel="bookmark" title="3 września 2009">Nie-Boski Diego</a></li>
</ul><!-- Similar Posts took 23.428 ms -->]]></content:encoded>

		
	
		<wfw:commentRss>http://soccerlog.net/2009/08/29/u-villarreal/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Unai Emery: + 20 do ataku, &#8211; 45 do obrony</title>
		<link>http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/</link>
		<comments>http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Aug 2009 06:00:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Uleslaw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Primera Division]]></category>
		<category><![CDATA[Valencia FC]]></category>
		<category><![CDATA[Alexis Ruano]]></category>
		<category><![CDATA[Angel Dealbert]]></category>
		<category><![CDATA[Carlos Marchena]]></category>
		<category><![CDATA[David Navarro]]></category>
		<category><![CDATA[David Silva]]></category>
		<category><![CDATA[Hedwiges Maduro]]></category>
		<category><![CDATA[Quique Flores]]></category>
		<category><![CDATA[Thiago Carleto]]></category>
		<category><![CDATA[Unai Emery]]></category>
		<category><![CDATA[Valencia CF]]></category>

		<guid isPermaLink="true">http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/</guid>
		
		
		<description><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/08/emery_unai.jpeg" alt="Unai Emery: + 20 do ataku, - 45 do obrony" title="Unai Emery: + 20 do ataku, - 45 do obrony" width="520" height="220" /></a>
„<em>Od remisu 0-0 wolę wynik 5-5. Preferuję ofensywny styl.</em>” – obiecywał. Po grze na zero z tyłu i pół do przodu wyznawanej przez <strong>Quique Floresa</strong>, a przede wszystkim po zgotowanych przez <strong>Koemana </strong>katastrofach kończących się piątką w plecy i od święta jednym trafieniem odwetowym, obietnica ofensywnej gry bez oglądania się na rywali była wyjątkowo chwytliwa. I nie wydawała się czczym gadaniem – skoro Unai z byle Almerią potrafił cudów dokonywać, to czego nie uda mu się zdziałać z Valencią?
<br /><strong><a href="http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/">&raquo;Czytaj dalej</a></strong></p><p><b>Tagi</b>: <a href="http://soccerlog.net/tag/alexis-ruano" title="Alexis Ruano">Alexis Ruano</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/angel-dealbert" title="Angel Dealbert">Angel Dealbert</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/carlos-marchena" title="Carlos Marchena">Carlos Marchena</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/david-navarro" title="David Navarro">David Navarro</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/david-silva" title="David Silva">David Silva</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/hedwiges-maduro" title="Hedwiges Maduro">Hedwiges Maduro</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/quique-flores" title="Quique Flores">Quique Flores</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/thiago-carleto" title="Thiago Carleto">Thiago Carleto</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/unai-emery" title="Unai Emery">Unai Emery</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/valencia-cf" title="Valencia CF">Valencia CF</a>, </p>]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/08/emery_unai.jpeg" alt="Unai Emery: + 20 do ataku, - 45 do obrony" title="Unai Emery: + 20 do ataku, - 45 do obrony" width="520" height="220" /></a><br />
„<em>Od remisu 0-0 wolę wynik 5-5. Preferuję ofensywny styl.</em>” – obiecywał. Po grze na zero z tyłu i pół do przodu wyznawanej przez <strong>Quique Floresa</strong>, a przede wszystkim po zgotowanych przez <strong>Koemana </strong>katastrofach kończących się piątką w plecy i od święta jednym trafieniem odwetowym, obietnica ofensywnej gry bez oglądania się na rywali była wyjątkowo chwytliwa. I nie wydawała się czczym gadaniem – skoro Unai z byle Almerią potrafił cudów dokonywać, to czego nie uda mu się zdziałać z Valencią?<br />
<span id="more-85"></span></p>
<p>Już nawet najstarsi i absolutnie czerwieni Khmerowie nie nazywają Valencii „<em>najbardziej włoską spośród hiszpańskich drużyn</em>”.  Żelazną defensywę, z której przed wiekami podobno Valencia słynęła, ze smakiem zjadła rdza rozprężenia i niedbalstwa. W epoce Floresa dyscyplina taktyczna w obronie jeszcze jako tako istniała – jak kto zawalał pułapki ofsajdowe to tylko niepokorny <strong>Miguel</strong>, samobóje czy ręce w polu karnym były domeną tylko i wyłącznie <strong>Morettiego</strong>. Ale jednak gra, przez większość nazywana siermiężną do upadku, mogła podobać się choćby amatorom szachów. Choć schematyczne do bólu 4-4-2 z dwójką defensywnych pomocników i posyłanie każdej piłki na skrzydła zaskakiwała mniej niż fale mrozu w zimie, to jednak zwykle przynosiło to efekty w postaci niewielkiej wygranej. Prawdziwie przyjazna, życzliwa i otwarta na rywali Valencia stała się w czasie <em>Rewolucji Koemanowskiej</em>. W sezonie 2007/08 , prowadzeni przez czterech kolejnych trenerów (Flores, Oscar Fernandez, Koeman i Voro) stracili <em>Nietoperze </em>62 bramki. Wynik ustawił ich na ostatnim miejscu podium na liście drużyn z najgorsza defensywą. Medal za partactwo należał się jak nikomu.</p>
<p>Być może historycy futbolu przyjmą kiedyś ten moment za upadek legendy „<em>o klubie, który bramki strzelić sobie nie dawał</em>”. Przyjrzyjmy się przez chwilę podstawowym statystykom, skupiając się tylko na obecnym wieku. Poprzedni i tak mało kto dokładnie pamięta.</p>
<table class="article">
<tr>
<th>Sezon</th>
<th>Bramki zdobyte (miejsce)</th>
<th>Bramki stracone (miejsce)</th>
<th>Ligowa pozycja (trener)</th>
</tr>
<tr>
<td>2000/01</td>
<td>55 (9)</td>
<td>34 (1)</td>
<td>5 (Cuper)</td>
</tr>
<tr>
<td>2001/02</td>
<td>51 (6)</td>
<td>27 (1)</td>
<td>1 (Benitez)</td>
</tr>
<tr>
<td>2002/03</td>
<td>56 (6)</td>
<td>35 (1)</td>
<td>5 (Benitez)</td>
</tr>
<tr>
<td>2003/04</td>
<td>71 (2)</td>
<td>27 (1)</td>
<td>1 (Benitez)</td>
</tr>
<tr>
<td>2004/05</td>
<td>54 (6)</td>
<td>39 (5)</td>
<td>7 (Ranieri, Antonio Lopez)</td>
</tr>
<tr>
<td>2005/06</td>
<td>58 (3)</td>
<td>33 (1)</td>
<td>3 (Flores)</td>
</tr>
<tr>
<td>2006/07</td>
<td>57 (4)</td>
<td>42 (6)</td>
<td>4 (Flores)</td>
</tr>
<tr>
<td>2007/08</td>
<td>48 (8)</td>
<td>62 (18)</td>
<td>10 (Flores, Oscar Fernandez, Koeman, Voro)</td>
</tr>
<tr>
<td>2008/09</td>
<td>68 (4)</td>
<td>54 (9)</td>
<td>6 (Emery)</td>
</tr>
</table>
<p>Trudno nie dostrzec, że najlepsze ligowe pozycje (dwa tytuły!) przynosiły Valencii sezony wspaniałej gry obronnej. Permanentny chaos w  defensywie przełożył się na miejsce dziesiąte, choć na kilka kolejek przed końcem <em>Los Ches</em> ocierali się nawet o strefę spadkową. Wyniki Emery&#8217;ego piorunującego wrażenia też nie robią. To wprawdzie najwięcej trafionych bramek od czasów złotej drużyny Beniteza, ale obrona gorzej grała tylko za Koemana.</p>
<p>Głównym problemem Valencii jest środek pola, z którego wyziera głęboka na lata świetlne, gigantyczna jama. Nie dość że kreatywności tyle tam co w utworach raperów, to jeszcze potencjał defensywny dywizji obrońców Paryża. Nawet najsłabsze zespoły ligi mogłyby anektować środek boiska, a ze strony piłkarzy Valencii nie padłoby nawet najcichsze słowo protestu. Szczególnie, gdy murawie nie przebywał <strong>David Silva</strong>. Jeśli maleńki Kanaryjczyk gra, Valencia może się podobać. Silva zawsze jakoś spoi skrzydła z wysuniętym <strong>Villą </strong>i rywale więcej już piłki nie dostaną. Jeśli jednak <em>El Mago</em> leczy jakiś uraz, kibicu Valencii, wzbudź sobie intencję &#8211; nie cierp jak zwierze, patrząc na ten spektakularny upadek futbolu.</p>
<p>Gdy zawodzi linia pomocy, wielka odpowiedzialność spada na środek obrony, narażony na radosne wycieczki rozochoconych rywali. A przecież od dobrych dwóch sezonów ostatnia formacja Valencii uczciwie pracuje na miano najgorszej w całej lidze. W nadchodzącym sezonie będzie jeszcze gorzej – filar tej jako-takiej defensywy, <strong>Raul Albiol</strong>, stał się galaktycznym Pereza. Nad <em>Turią </em>zostaje piątka stoperów: <strong>Marchena</strong>, <strong>Alexis</strong>, <strong>Maduro</strong>, <strong>Navarro </strong>i <strong>Dealbert</strong>. Przyjrzyjmy się bliżej tej niezwykłej mieszance.</p>
<p>Pierwszy z nich – szacowny reprezentant kraju, który na niedawnym Euro jak nikt napracował się na końcowy sukces, w klubie, którego został nawet kapitanem, notorycznie popełnia kosztowne błędy. Trzeba wykazać się nie lada męstwem, by postawiać go zaraz przed bramkarzem. Jeśli dotrwa na boisku do końca spotkania, to na pewno wywoła choć jeden karny. Grając w środku pola raz po raz miewa mecze życia, ale tylko gdy łaskawy arbiter nie odeśle go do szatni, za interwencje zagrażające zdrowiu i urodzie rywali. Niemniej, lepiej ryzykować czerwoną kartę w środku pola, niż być jej pewnym po faulu w polu karnym – czysty pragmatyzm każe Emery’emu ustawiać Marchenę w pomocy.</p>
<p>Maduro… Trudno jednoznacznie go ocenić. Niby przeszkodą w pojedynkach 1 na 1 jest gorszą niż kępa trawy, to jednak dostał niezwykły dar stawiania się w odpowiedniej chwili we właściwym miejscu. Dzięki temu często odbija zmierzające do bramki piłki, raz po raz zaliczając spektakularne interwencje.</p>
<p>Alexis miał być wspaniałym obrońcą. Młody jest, ciągle może nim zostać, ale musi oduczyć się paru dziwacznych nawyków. Do przodu nie podał jeszcze chyba nigdy w karierze, z rzadka pośle futbolówkę nawet w poprzek boiska. Gdy jednak idzie o cofanie do bramkarza, to jest niezastąpiony. Nie dlatego, że robi to perfekcyjnie – żeby to raz napastnik rywali wykorzystał nieoczekiwany prezent – czyni to notorycznie. W każdej sytuacji. Nawet nie tyle będąc pod presją, co gdy tylko zaistnieją jakiekolwiek elementy wywołujące ryzyko znalezienia się pod presją w niedalekiej przyszłości. Na przykład surowy mars na czole najbliższego rywala.</p>
<p>David Navarro to casus Maduro. Kulawy gimnazjalista bez trudu wkręciłby go po pachy w zazbrojony beton, ale kwadratowa głowa bywa bezcenna w powietrznych pojedynkach. Tak samo jak sztywne nogi, interweniujące w najmniej spodziewanych momentach.</p>
<p>Paradoksalnie, najpewniejszy ze wszystkich to Dealbert. Doświadczenie jedynie drugoligowe, ale pewność i opanowanie większe jak u Marcheny, stałego bywalca wielkich sportowych imprez. Angel przynajmniej wie po co stoi przed bramkarzem, choć miewa niedokładne zagrania. Ale wydaje się jedynym kandydatem na następcę Albiola.</p>
<p>Stoperzy Unaia to nie oddział szwajcarskich gwardzistów, gotowych posiekać halabardami każdego kto bez przepustki zbliży się w pobliże papieża, ale raczej grupka przymusowych zamachowców – samobójców, lekko przerażonych myślą o przedwczesnym spotkaniem z Allahem, częściej niż wrogów mordujących swoich pobratymców. Nie sposób zliczyć mecze, w których błędy, niepewność lub nonszalancja obrońców Valencii wpływały na niekorzystny rezultat.</p>
<p>Trudno oszacować na ile to wszystko wina szkoleniowca. Może kadra jest naprawdę do niczego, ale i <em>mister </em>bez winy być nie może. <strong>Thiago Carleto</strong>, brazylijski defensor, element zbioru „następców Roberto Carlosa”, już drugi rok uczy się grać w obronie. Niestety, ciągle nie potrafi utrzymać z partnerami jednej linii. </p>
<p>Irytuje sama postawa trenera: <em>musimy poprawić obronę, ale jest dobrze, piłkarzy mamy dobrych, będziemy pracować i będzie lepiej</em>. Czerwień Marcheny? <em>Carlos to wspaniały piłkarz</em>. Samobój Albiola? <em>Trudno znaleźć tak pewnego obrońcę jak Raul</em>. Alexis rozdaje piłki rywalom? <em>Co tam, świetnie sobie radzi</em>. Nikomu się biegać nie chce? <em>Mamy ciężki okres</em>.</p>
<p>Unaiu Emery! Jeśli chcesz coś osiągnąć z tym składem (a na zmiany nie ma przecież pieniędzy) – nie bój się drastycznych metod. Stanie na mrozie wzmacnia wytrzymałość, kara chłosty wpaja dobre nawyki, a tuzin lwic po wegetariańskiej diecie &#8211; odpowiednio wykorzystanych &#8211; każdemu może poprawić kondycję. Odrobina zaangażowania w meczach nikomu jeszcze nie zaszkodziła, ba! &#8211; potrafi nawet ukryć taktyczne braki. Trzeba tylko tę wzmożoną aktywność jakoś wyegzekwować. Choćby torturami, ale nie „zagłaskaniem” &#8211; w przypadku twoich podopiecznych naprawdę się to już nie sprawdza…</p>
Similar Posts:<ul><li><a href="http://soccerlog.net/2009/10/25/ratunek-dla-rojiblancos/" rel="bookmark" title="25 października 2009">Ratunek dla Rojiblancos</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/29/slonce-zza-chmur/" rel="bookmark" title="29 sierpnia 2009">Słońce zza chmur</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/12/14/marcelino-na-bruku/" rel="bookmark" title="14 grudnia 2009">Marcelino na bruku</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/09/valencia-sprowadza-arsenal-na-ziemie/" rel="bookmark" title="9 sierpnia 2009">Valencia sprowadza Arsenal na ziemię</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/19/do-trzech-razy-sztuka/" rel="bookmark" title="19 sierpnia 2009">Do trzech razy sztuka!</a></li>
</ul><!-- Similar Posts took 38.197 ms -->]]></content:encoded>

		
	
		<wfw:commentRss>http://soccerlog.net/2009/08/18/unai-emery-20-do-ataku-45-do-obrony/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Mallorca jest wieczna</title>
		<link>http://soccerlog.net/2009/08/13/mallorca-jest-wieczna/</link>
		<comments>http://soccerlog.net/2009/08/13/mallorca-jest-wieczna/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Aug 2009 06:31:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Uleslaw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Primera Division]]></category>
		<category><![CDATA[Georgio Manzano]]></category>
		<category><![CDATA[Real Mallorca]]></category>

		<guid isPermaLink="true">http://soccerlog.net/2009/08/13/mallorca-jest-wieczna/</guid>
		
		
		<description><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/08/13/mallorca-jest-wieczna/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/08/manzano.jpeg" alt="Mallorca jest wieczna" title="Mallorca jest wieczna" width="520" height="220" /></a>
Gdyby – wzorem starożytnych – wyłaniać podczas Igrzysk najlepsze dramaty, przynajmniej raz zabrzmiałby Marcha Real. Realowi Mallorca.
<br /><strong><a href="http://soccerlog.net/2009/08/13/mallorca-jest-wieczna/">&raquo;Czytaj dalej</a></strong></p><p><b>Tagi</b>: <a href="http://soccerlog.net/tag/georgio-manzano" title="Georgio Manzano">Georgio Manzano</a>, <a href="http://soccerlog.net/tag/real-mallorca" title="Real Mallorca">Real Mallorca</a>, </p>]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://soccerlog.net/2009/08/13/mallorca-jest-wieczna/"><img src="http://soccerlog.net/wp-content/uploads/2009/08/manzano.jpeg" alt="Mallorca jest wieczna" title="Mallorca jest wieczna" width="520" height="220" /></a><br />
Gdyby – wzorem starożytnych – wyłaniać podczas Igrzysk najlepsze dramaty, przynajmniej raz zabrzmiałby Marcha Real. Realowi Mallorca.<br />
<span id="more-60"></span></p>
<p>Problemy <em>Bermellones </em>rozkwitły przed rokiem. By jakoś przewegotować nadchodzący sezon, prezes Grande poświęcił gwiazdy: zabójczo skutecznego <strong>Guizę</strong>, szalonego <strong>Jonasa</strong>, kreatywnego <strong>Ibagazę</strong>, perspektywicznego <strong>Valero </strong>i dynamicznego <strong>Navarro</strong>. Rewelacja sezonu straciła połowę pierwszego składu, a nie było za co go odbudować. Najdroższym zakupem został <strong>Aduriz </strong>(~5 mln €), spłacany do niedawna. Drobne kosztowali <strong>Keita</strong>, <strong>Suarez</strong>, <strong>Corrales </strong>i <strong>Marti</strong>, inni przyszli za darmo – na stałe (<strong>Josemi</strong>) lub do czerwca (<strong>Jurado</strong>, <strong>Cleber</strong>, <strong>Navarro</strong>).</p>
<p>Wierzyli nieliczni, a jednak stał się cud &#8211; trener <strong>Maznano </strong>styl gry zapisał w samej naturze klubu, uniezależniając się od posiadanej kadry. Mallorca wsparta na nowych filarach nie przehandlowała swej specyfiki,  bowiem ofensywny i spontanicznie radosny futbol przetrwał zmianę wykonawców. <strong>Aduriz </strong>godnie substytuował <strong>Guizę</strong>, <strong>Jurado </strong>w parciu naprzód i mijaniu rywali przypominał <strong>Jonasa</strong>. Tak jak i Argentyńczyk kiwał wszystko co ruchome, ale niezbyt zwinne i szczelnie wypełniał całą wolną przestrzeń boiska. Na nowej – starej pozycji prawoskrzydłowego odnalazł się <strong>Varela</strong>, <strong>Arango </strong>stracił zgranych ze sobą kolegów, ale nie zagubił formy. Determinizm najwidoczniej nie dotyczy piłki – gra Mallorki  drwiła z tego, co działo się z samym klubem. </p>
<p>Wyczekiwane zmiany nadeszły w grudniu. Po trzech latach jałowych rządów, <strong>prezes Vicenç Grande</strong> podjął pierwszą słuszną decyzję w karierze – zrzekł się urzędu. Powód? Rabunkowa polityka personalna nie przyniosła rezultatów &#8211; nie bardzo było już kogo sprzedać, aby choć opłacić resztę piłkarzy. Następca mógł być tylko jeden – poprzednik Grande, <strong>Mateu Alemany</strong>, darzony na wyspie niemałym uczuciem – fani <em>Barralets </em>daliby się za niego obedrzeć ze skóry. <em>„Właśnie wsiadłem na Titanic, który jest 100 metrów przed górą lodową”</em> – również w ochładzaniu nadziei nie miał sobie równych.</p>
<p>Metafora była prawdziwa. Długi ciągle przekraczały 50 mln €, choć Alemany zdążył już sprzedać ostatnich cennych graczy – <strong>Moyę </strong>i <strong>Arango</strong>. Znienawidzony Grande uciekł z tonącego okrętu, ale tylko w jednej parze spodni. Przed laty wydał na akcje 17 mln €, w lipcu odzyskał 1/10 tej kwoty. Ratunkiem mogli już być tylko nowi inwestorzy.</p>
<p>Barcelońsko-madrycka wojna o panowanie nad światem na moment przeniosła się na Baleary. Twarzą „katalońskiej” frakcji został słynny trener <strong>Lorenzo Serra Ferrer</strong>. O PR nie musiał się martwić – na Majorce krążą o nim legendy. Partnerowali mu były prezes Barcy <strong>Jusep Nunez</strong> (to on na rok powierzył Lorenzo zespół Barcy), oraz drugi z ulubieńców Nuneza, <strong>Christo Stoiczkow</strong>. Proponowali za akcje 3,5 mln €, Alemany oczekiwał 700.000 więcej. Okazję – za 4 mln – miał za nich wykorzystać <strong>Carlos Gonzalez</strong>, przyjaciel i współpracownik <strong>Lorenzo Sanza</strong>, zwierzchnika stołecznych „Królewskich” z końcówki wieku.</p>
<p>Plany były ambitne – nie tylko przeżycie roku. Liderem nowego projektu miał być sam <strong>Riquelme</strong>, wyceniony w ojczyźnie na 3,5 mln €. Tyle samo kosztowałaby roczny kontrakt <strong>Luisa Figo</strong> – kolejny przebiegły koncept Gonzaleza. Nie będzie jednak konkurencji dla Pereza i „Leciwi Galaktyczni” nie zagrają razem. Niedoszły prezes przeraził się długów i zapomniał wpłacić obiecanych pieniędzy. Mallorcę pozostawił samą sobie, bez grosza na zaległe pensje, bez nadziei na jakiekolwiek transfery. Zapowiadał się sezon ekstremalnej posuchy.</p>
<p>Perspektywy jak w zestrzelonym samolocie, ale kadra nie upadła na duchu. Gdy niedobitki bandu Manzano bawiły w Szwajcarii, przygotowując się do niepewnego sezonu, na łono drużyny na moment powrócił Juan Arango. Trenował nieopodal ze swym nowym klubem i skorzystał z szansy odwiedzenia kolegów. Nie było linczu za zdradę, nikt nie zionął nienawiścią, choć kapitan skwapliwie skorzystał z pierwszej szansy i opuścił klub w najtrudniejszym momencie w historii. Święte oburzenie opanowało całą Mallorkę dopiero na wieść o poczynaniach <strong>Clebera </strong>i <strong>Navarro</strong>, dwójki wypożyczonych przed rokiem piłkarzy, którzy w sądach postanowili egzekwować wypłacenie zaległej pensji. Żaden piłkarz ze stałym kontraktem na taki krok się nie zdecydował. Kryzys, choć dziesiątkował kadrę, klubowe więzi wzmacniał.</p>
<p>Wyglądało na to, że Georgio Manzano po raz kolejny będzie musiał żebrać w innych klubach o wypożyczenia i z przypadkowo dostępnych piłkarzy przyjdzie mu lepić pierwszy skład. Limit katastrof jednak się wyczerpał – Alemany znalazł w Madrycie nowego inwestora. <strong>Javier Martí Mingarro</strong>, za 4,3 mln € kupi Mallorkę, by łowić klub z dna Morza Utrapień. Kilka kwestii ma z głowy – Alemany spłacił wreszcie Aduriza i uregulował sprawę wypłat.</p>
<p>Javier Mingarro wydaje się skromnym, rozsądnym człowiekiem. Dzieciństwo nauczyło go szacunku dla pracy i pieniędzy – wychował się z siedmioma braćmi w średnio zamożnej rodzinie. Dziś wszyscy dorabiają się majątków jako prawnicy, przedsiębiorcy. Nie chce sam sterować klubem – oficjalnie rządzić ma wieloletni mallorquinista, znany i ceniony adwokat ze stolicy Balearów &#8211; <strong>José María Lafuente Balle</strong>. Może już jutro oficjalnie potwierdzi chęć objęcia klubu. Ma być prawdziwym następcą Alemany’ego. Odchodzący zwierzchnik również jako prawnik zaczynał pracę w Mallorce, a po dziesięciu latach doczekał się prezydentury.</p>
<p>Nowy właściciel nie obiecuje kokosów na uschniętej palmie, pragnie dać Mallorce względną stabilizację. Z początku nie będzie to jednak oznaczać kresu polityki „klubu-sklepu” – od lat jedyną stałą w przypadku <em>Bermellones </em>jest pewność wielkich sprzedaży. Tym razem jednak choć częścią tych pieniędzy swobodnie dysponować ma Manzano. </p>
<p>To może być klucz do sukcesu. Aż boje się myśleć co będzie, gdy ten niedoszły trener reprezentacji Hiszpanii zacznie wreszcie wpływać na kształt swej kadry. Choćby co roku miał ją sam układać od nowa. <em>¡Guanyarem, guanyarem!</em> rozlegnie się po całej Europie?</p>
Similar Posts:<ul><li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/25/argentynski-kryzys/" rel="bookmark" title="25 sierpnia 2009">Argentyński kryzys</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/27/byc-czy-nie-byc-trenera-andrzeja-lesiaka/" rel="bookmark" title="27 sierpnia 2009">Być, czy nie być trenera Andrzeja Lesiaka.</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2010/03/07/cupial-nie-jest-tik-takiem/" rel="bookmark" title="7 marca 2010">Cupiał nie jest Tik-Takiem</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2009/08/27/zawyzone-ceny-pilkarzy/" rel="bookmark" title="27 sierpnia 2009">Zawyżone ceny piłkarzy</a></li>

<li><a href="http://soccerlog.net/2010/02/06/bojmy-sie-o-losowanie/" rel="bookmark" title="6 lutego 2010">Bójmy się o&#8230; losowanie</a></li>
</ul><!-- Similar Posts took 44.159 ms -->]]></content:encoded>

		
	
		<wfw:commentRss>http://soccerlog.net/2009/08/13/mallorca-jest-wieczna/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>

