Soccerlog.net » Athletic Bilbao http://soccerlog.net Futbol w najlepszym wydaniu Wed, 12 May 2010 15:21:03 +0000 http://wordpress.org/?v=2.8.1 en hourly 1 Superpuchar Hiszpanii 2009/2010 – niedoceniany klasyk http://soccerlog.net/2009/08/15/superpuchar-hiszpanii-2009-2010-niedoceniany-klasyk/ http://soccerlog.net/2009/08/15/superpuchar-hiszpanii-2009-2010-niedoceniany-klasyk/#comments Sat, 15 Aug 2009 18:18:13 +0000 Zap http://soccerlog.net/2009/08/15/superpuchar-hiszpanii-2009-2010-niedoceniany-klasyk/ Superpuchar Hiszpanii 2009/2010 - niedoceniany klasyk Już w niedzielę nastąpi oficjalne preludium do sezonu 2009/2010 Primera Division. Ów wstęp to pierwszy z dwóch meczów, którego stawką będzie Superpuchar Hiszpanii. W wyniku totalnej dominacji jednej drużyny w poprzednich rozgrywkach, obsada tego pojedynku to powtórka z 13 maja, gdy w Walencji naprzeciw siebie stanęły FC Barcelona i Athletic Bilbao, a nagrodą dla zwycięzców był Puchar Hiszpanii.
»Czytaj dalej

Tagi: Athletic Bilbao, FC Barcelona,

]]>
Superpuchar Hiszpanii 2009/2010 - niedoceniany klasyk
Już w niedzielę nastąpi oficjalne preludium do sezonu 2009/2010 Primera Division. Ów wstęp to pierwszy z dwóch meczów, którego stawką będzie Superpuchar Hiszpanii. W wyniku totalnej dominacji jednej drużyny w poprzednich rozgrywkach, obsada tego pojedynku to powtórka z 13 maja, gdy w Walencji naprzeciw siebie stanęły FC Barcelona i Athletic Bilbao, a nagrodą dla zwycięzców był Puchar Hiszpanii.

Ostatni taki przypadek, kiedy w dwumeczu inaugurującym nowy sezon zagrają takie same zespoły jak w finale krajowego pucharu w sezonie poprzedzającym, przydarzył się w 1998 roku. Wówczas z podwójnej korony zdobytej na ligowym podwórku cieszyła się… FC Barcelona. Na początku kolejnej edycji piłkarzom z Katalonii przytrafiła się powtórka z rozrywki i mecz z Mallorcą. Nie była już jednak tak radosna, bo klub z Balearów dzięki bramce strzelonej na wyjeździe (w dwumeczu 2:2)  z nieukrytą satysfakcją dał gwiazdom blaugrana porządny pstryczek w nos. Zapewne o tym spotkaniu sprzed ponad dekady piłkarze z Bilbao już zdążyli usłyszeć. Niemal cały okres przygotowawczy zespołu ze stolicy Baskonii był bowiem podporządkowany podwójnej batalii z podopiecznymi Pepa Guardioli. Majowy mecz na Mestalla to dla Basków bolesna lekcja futbolu, stąd porażka aż 1:4. Choć trzeba przypomnieć, w całej tego słowa marności, że przez pierwsze dwa kwadranse Athletic mocno nastraszył swoją postawą rywali, otwierając zresztą wynik spotkania. Niestety kolejne minuty to była już tragikomedia w jego wykonaniu. Poczucie ośmieszenia było tym większe, że przed finałem balon z napisem  „triumf” ze strony kibiców i przede wszystkich baskijskich mediów był nadmuchamy do granic możliwości.

Pomimo dominacji Messiego i spółki mecz był wydarzeniem wyjątkowym. Spotkały się w nim przecież drużyny reprezentującej regiony od lat mniej lub bardziej walczące o niezależność od Hiszpanii. Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego doszło do sytuacji, którą oglądający w telewizji kibic nie uznał zapewne w pierwszym swoim umysłowym odruchu za wartą większej uwagi. Oba zespoły po wyjściu z szatni ustawiły się na placu gry w jednej linii. Ponieważ była to decydująca batalia o krajowy puchar odegrany został hymn narodowy Hiszpanii. To wówczas wszystko się zaczęło. Jedna z największych i jednocześnie najbardziej upolitycznionych stacji telewizyjnych – TVE już po kilku sekundach przerwała transmisję z Walencji. Zamiast niej pokazała  dwóch swoich dziennikarzy przebywających wśród kibiców w Bilbao: jeden na stadionu San Mames, drugi w centrum miasta. Na Mestalla obraz wrócił dopiero po kilkudziesięciu sekundach. Dlaczego tak się stało? Otóż fani obu finalistów w trakcie trwania hymnu bardzo głośno gwizdali, wyrażając tym samym swoje autonomiczne przekonania. Ta sama stacja puściła hymn z odtworzenia, gdy odpowiednio zareagowali realizatorzy transmisji. Zmniejszyli natężenie dźwięków dochodzących z trybun stadionu i gwizd dało się słyszeć, ale znacznie słabiej niż to miało miejsce w rzeczywistości. Reakcja rysująca się na twarzach piłkarzy była dość specyficzna i zdradzała, że dzieje się coś dziwnego. Cała sytuacja wyszła na jaw dzięki radiu Marca, należącego do jednego z największych dzienników o tej samej nazwie w kraju. Podczas trwania audycji słuchacze w całej okazałości usłyszeli zachowanie kibiców zgromadzonych na obiekcie w stolicy Lewantu. Hymn podziałał na nich jak płachta na byka, co zresztą wielu obserwatorów przed spotkaniem wyraźnie przywidywało. Natomiast zachowanie telewizji potwierdziło tylko, jak bardzo Hiszpania wstydzi się możliwości dostrzeżenia przez świat podziałów na swoim terytorium.

Nawet nie biorąc pod uwagę takich nieszablonowych sytuacji o meczach Barcelony z Athletic wielu kibiców kopanej nie myśli w kategoriach  meczu wyjątkowego. Jest to spowodowane bardzo przeciętną postawą drugiego z wymienionych klubów w ostatnich kilkunastu latach. Ale przecież o możliwości zyskania statusu “klasyk” powinna świadczyć i decydować głównie historia. A ta w tym przypadku nie pozostawia złudzeń -  w skrupulatnie sporządzonej tabeli wszech czasów La Liga tuż za sklasyfikowaną na drugim miejscu Dumą Katalonii plasuje się właśnie Athletic. Obie drużyny spędziły w najwyższej klasie rozgrywkowej tyle samo, bo aż 78 sezonów. Łączy je także kolejne zapisane na kartach historii, istotne do dziś wydarzenie. Otóż w 1931 roku klub z Bilbao upokorzył FCB wygrywając aż 12:1, co jest najwyższym wynikiem oficjalnie odnotowanym w Primera Division.

53 lata później mecz pomiędzy tymi zespołami znów był na ustach kibiców za Pirenejami. W finale pucharu Hiszpanii Athletic pokonał Barcę 1:0, co wówczas nie uznano wcale za sensację, ponieważ Baskowie byli świeżymi mistrzami kraju. Spotkanie miało jednak jeszcze jedno dno, mianowicie bójkę jaka wybuchła pomiędzy piłkarzami tuż po końcowym gwizdku. Jednym z najbardziej „aktywnych”  był Diego Maradona. Możliwe, że było to pokłosie incydentu jaki miał miejsce rok wcześniej, i który dla Argentyńczyka jest przeprawionym ogromnym bólem wspomnieniem. Pod koniec września 1983 roku w ligowej potyczce na Camp Nou został w rzeźnicki sposób sfaulowany na środku boiska. Autorem i pomysłodawcą takowego zagrania był obrońca Andoni Goikoetxea. Następstwem przewinienia, które łatwiej nazwać zbrodnią była złamana noga boskiego Diego i kilkumiesięczny rozbrat z futbolem. Jakiś czas później uznano ten faul za najbardziej brutalny w historii futbolu (na szczęście Bask żadnej nagrody nie otrzymał). Być może trochę na wyrost, ale w końcu ofiarą był wyjątkowy piłkarz. Wspomniany udział w bójce to swego rodzaju rewanż Diego i wyrażenie braku akceptacji, za ochydne załamanie jego piłkarskiej kariery w Hiszpanii. Reakcja mało dojrzała tym bardziej, że do tego załamania to ona najbardziej się przyczyniła - trzy miesiące dyskwalifikacji, której Maradona ostatecznie nie wypełnił, ponieważ czmychnął do Włoch i tam kontynuował swoją futbolową przygodę.

Dzisiaj szacunek zarówno klubowych działaczy i kibiców obu drużyn względem siebie jest na znacznie wyższym – normalnym – poziomie. Dało się to zauważyć choćby podczas ostatniej potyczki, czyli majowego finału na Mestalla. Podczas rundy honorowej Katalończyków fani z Baskonii zgotowali owację na stojąco niekwestionowanym mistrzom. Zawodnicy Barcy byli pod niemałym wrażeniem, stąd kilku z nich (m.in Xavi i Puyol) w geście podziwu przywdziało na moment flagi z symbolami krainy tak mocno próbującej wyłamać się z hiszpańskiego krajobrazu i kojarzonej głównie z terroryzmem. Nawet sam Guardiola stwierdził kilka lat temu, że po Barcie jego ulubioną drużyną w Hiszpanii jest właśnie Athletic, w barwach którego grają niemal wyłącznie regionalni piłkarze. Niestety na opinie o klubie nakłada się wiele zjawisk nie mających nic wspólnego z piłką. Jeśli pobytu w Hiszpanii nie ograniczy się do leżakowania, to doprawdy można usłyszeć niejedną negatywną informacje lub opinie odnośnie mieszkańców północy Półwyspu. Jedna z nich jest nawet jako tako powiązana  z Superpucharem Hiszpanii 09/10. Wiele dyskotek na wybrzeżu – czyli również w okolicach Barcelony – należy do baskijskich mafii organizacji. I na tym lepiej zakończyć, bo dalsze brnięcie w ten temat może wywołać liczbę wniosków o bardzo smutnej, by nie powiedzieć przerażającej treści.

Jeśli chodzi o najbliższe niedzielne spotkanie rozegrane na stadionie San Mames eksperci szanse gospodarzy upatrują niemal wyłącznie w brakach kadrowych Barcy. Niezdolny do gry wciąż jest Iniesta,  Ibrahimovic musi jeszcze odczekać po niedawnym zabiegu ręki, natomiast Leo Messi doznał kontuzji na zgrupowaniu kadry. Jest jednak jedno ale. W przedsezonowych sparingach znakomicie prezentował się drugi garnitur Barcelony, czyli jej rezerwy. Szczególnie na dobrze skrojoną wyglądała gra Pedro, Jeffrena, a także, co najmniej zaskakujące Bojana. Patrząc na ich postawę można odważnie stwierdzić, że siła ofensywna drużyny układanej przez Guardiolę wcale nie musi wiele stracić na swojej wartości. Co prawda klimat jaki stworzą na trybunach miejscowi kibice – niezaprzeczalnie najlepsi w Hiszpanii –  może któremuś z nieopierzonych jeszcze zawodników związać nogi na tyle, że nie będzie potrafił ukazać całego wachlarza swoich umiejętności, jednak to w sumie… i tak za słaby argument. Choć wątek tego co będzie działo się na trybunach warto jeszcze pociągnąć. Tak jak w maju liczba miejsc była mniej więcej podzielona po równo dla sympatyków z Barcelony i Bilbao, tak w niedzielę da się zapewne słyszeć tylko chóralne pieśni tych drugich. A to powinno dać miejscowym zawodnikom dodatkową porcję motywacji do lepszej gry na boisku.

Bez cienia wątpliwości czeka nas ciekawy piłkarski spektakl, podzielony na dwa sierpniowe weekendy. Kurtyna nad nim zapadnie tylko na tydzień, a na scenie zmieni się jedynie scenografia. Na ile będzie ona ważna? To pokaże nam niedzielny rezultat, który nawet przy znajomości siły obu zespołów i całym racjonalizmie tego świata nie jest łatwy do wytypowania. Tak czy owak najważniejsze, że futbolowa kraina, gdzie artyzm i  gra nacechowana pięknem są stawiane na pierwszym miejscu, budzi się z letniego snu!

Similar Posts:]]>
http://soccerlog.net/2009/08/15/superpuchar-hiszpanii-2009-2010-niedoceniany-klasyk/feed/
La Liga, czyli przedsezonowe przewidywania http://soccerlog.net/2009/08/07/la-liga-czyli-przedsezonowe-przewidywania/ http://soccerlog.net/2009/08/07/la-liga-czyli-przedsezonowe-przewidywania/#comments Fri, 07 Aug 2009 13:23:50 +0000 Sebastian Matyszczak http://soccerlog.net/2009/08/07/la-liga-czyli-przedsezonowe-przewidywania/ La liga, czyli przedsezonowe przewidywania Sierpień to ostatni miesiąc transferów w Europie. Wiele zespołów w lidze hiszpańskiej opuściło już, chyba najpopularniejszy w piłkarskim lecie, jarmark zwany rynkiem transferowym i kończą przedsezonowe przygotowania. Ale nie o transferach chciałem mówić, a o ich skutkach.
»Czytaj dalej

Tagi: Almeria, Athletic Bilbao, Atletico Madryt, Deportivo La Coruna, Espanyol Barcelona, FC Barcelona, Getafe CF, La Liga, Malaga CF, Osasuna, Racing Santander, Real Madryt, Real Mallorca, Real Valladolid, Sevilla FC, Sporting Gijon, Valencia CF, Villarreal,

]]>
La liga, czyli przedsezonowe przewidywania
Sierpień to ostatni miesiąc transferów w Europie. Wiele zespołów w lidze hiszpańskiej opuściło już, chyba najpopularniejszy w piłkarskim lecie, jarmark zwany rynkiem transferowym i kończą przedsezonowe przygotowania. Ale nie o transferach chciałem mówić, a o ich skutkach.

Piłkarzy kupuje się po to, żeby osiągać lepsze wyniki i zdobywać trofea – proste, ale w praktyce już tak kolorowo nie jest. Nie raz, nie dwa mieliśmy okazję przekonać się, że grube miliony wymieniane na „półbogów” potocznie nazywanych piłkarzami nie zawsze dają zamierzone rezultaty, ale o tym dowiadujemy się w trakcie i po sezonie.

Ja zabawię się w typowanie pozycji w tabeli La Ligi na podstawie mnie lub bardziej subiektywnej oceny składów wszystkich dwudziestu zespołów.

Zacznę od dołu tabeli (miejsca 20-18), bo tam też sporo się dzieje.

Zgodnie z zasadą, że 2/3 beniaminków i jeden zespół spoza tej trójcy spada z ligi, typuję, iż głównymi kandydatami do spadku z elitarnej dwudziestki BBVA Liga są: Tenerife i Xeres (słabi, jak na Primera División, zawodnicy i niewielkie doświadczenie jeśli chodzi o grę w najwyższej lidze). Trzecim kandydatem do spadku jest Sporting Gijón, który rok temu utrzymał się, zajmując 16. miejsce. Dlaczego akurat Sporting? Otóż praktycznie rzutem na taśmę utrzymali się w lidze, a zakupy, jakich dokonali do tej pory nie napawają optymizmem, bo jak można walczyć o dobrą pozycję w lidze skoro „wzmacnia” się skład drugoligowcami?

Teraz czas na środek tabeli, czyli miejsca od 17-7:

17. Real Valladolid – duża aktywność na rynku transferowym, ale mało znaczące zakupy. Dodając do tego 15. pozycję w ostatnim sezonie, nie wróżę temu zespołowi dobrze na najbliższy rok.

16. Osasuna Pampeluna – drużyna, która ostatni sezon zakończyła w dolnej połowie tabeli, a na rynku transferowym zyskała trochę pieniędzy, a nie wartościowych piłkarzy, nie jest dla mnie dobrym kandydatem do zamieszania w lidze.

15. Athletic Bilbao – drużna z kraju Basków, niegdyś jedna z najlepszych drużyn w Hiszpanii, obecnie od wielu lat cichy kandydat do spadku. W mojej tabeli, przynajmniej przez najbliższe dwa sezony, pogra przeciwko Realowi, Barcelonie, czy innej Valencii.

14. Getafe – na rynku transferowym drużyna z przedmieść Madrytu pobuszowała trochę po składzie Królewskich i kupiła m. in. Codinę i Parejo. Co do „wyskoku” sprzed dwóch sezonów, jakim był półfinał Pucharu UEFA, Getafe zamieszkuje głównie środek tabeli i myślę, że w najbliższym sezonie nic się nie zmieni.

13. Real Saragossa – to jedyny beniaminek, który według mojej, jakże subiektywnej, opinii utrzyma się w lidze. Jermaine Pennant czy Ikechukwu Uche to nowe nabytki tego zespołu. Myślę, że z takimi piłkarzami można być spokojnym o byt, przynajmniej na najbliższe 12 miesięcy.

12. UD Almeria – mam dylemat czy nie za wysoko znalazł się ten zespół, bo po sprzedaniu Negredo bramki same strzelać się nie będą, ale przecież jakaś sensacja musi być.

11. Malaga – ta drużyna to odkrycie minionego sezonu. Beniaminek, który wywalcza ósmą lokatę nie zdarza się często. No, może z wyjątkiem Hoffenheim, ale Bundesliga to inny świat. Rynek transferowy, jak na razie, nie należy do nich bo piłkarze, których nabyli geniuszem raczej nie błyszczą, choć boiskowe batalie w najwyższych ligach w Europie nie są im obce.

10. Mallorca – dziewiąta pozycja w ostatnim sezonie może napawać optymizmem i myślę, że nadchodzące dwanaście miesięcy nie będzie złe w wykonaniu tej drużyny. Rynek transferowy? No, cóż… Wciąż trwa, więc może kupią kogoś wartościowego za zarobione ponad osiem milionów funtów.

9. Espanyol Barcelona – najwyższy czas na stolicę Katalonii, a raczej jej część. Tę „gorszą” część… Shunsuke Nakamura czy Ben Sahar to najgłośniejsze transfery w drużynie Espanyolu tego lata. Ekipa z Barcelony chce wreszcie powalczyć jak równy z równym z odwiecznym rywalem z miasta, ale ten skład może jeszcze nie wystarczyć.

8. Racing Santander – to drużyna, po której nigdy nie wiem czego się spodziewać. Do najlepszych nie należą, ale do najgorszych też nie. Dolna połowa tabeli to trochę za nisko, ale europejskie puchary… Sami rozumiecie. Stąd właśnie ósma lokata.

7. Deportivo La Coruna – zespół ten nie przywiązał zbyt dużej wagi do transferów (jak na razie), ale skład z poprzedniego sezonu pozwolił zająć siódmą lokatę. Sęk w tym, że owy skład się trochę posypał, ale… Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Przyszedł czas na śmietankę. „Wielka szóstka” – jak często nazywam sześć najlepszych klubów w lidze hiszpańskiej. Jest tylko jeden problem. Kto i gdzie się znajdzie?

Zaczynamy „strzelanie”!

6. Valencia CF – problemy finansowe uniemożliwiają wielkie zakupy, a atmosfera w klubie też nie jest klarowna, zwłaszcza jeśli chodzi o najwyższy szczebel władzy z Estadio Mestalla. Raul Albiol był jednym z najważniejszych piłkarzy w drużynie i podporą defensywy. Teraz będzie walczył dla Realu, a Valencia na jego miejsce (jak na razie) nikogo nie kupiła.

5. FC Villarreal – po stracie takiego trenera jak Manuel Pellegrini i sprzedaniu aż siedemnastu zawodników różnie może być. Na pewno zmieni się filozofia drużyny, bo nie ma dwóch identycznych trenerów, a piłkarze będą musieli się przyzwyczaić do nowego “coacha”.

4. Sevilla FC – drużyna z Andaluzji zajęła w poprzednim sezonie trzecie miejsce, ale Atletico również ma poważne plany na najbliższy sezon.

3. Atletico Madryt – jak już wspomniałem, drużyna ze stolicy Hiszpanii, według mojego rankingu, będzie głównym rywalem w walce o trzecie miejsce w lidze.

2. FC Barcelona – wielu pewnie się wkurzy, że Blaugrana jest „dopiero” na drugim miejscu, ale to moja tabela! Barca ma silną konkurencję w postaci Realu Madryt i walka będzie na pewno zacięta, a Zlatan Ibrahimovic i młodziutki Keirrison na pewno będą chcieli pokazać, że pieniądze na nich wydane nie zostały wyrzucone w błoto – w katalońskie błoto…

1. Real Madryt – pierwsza pozycja to „zasługa” transferów. Nieprzyzwoitością byłoby, gdybym Cristiano Ronaldo, Kakę, Benzemę, Casillasa, Raula, Higuaina, Albiola, czy Alonso umieścił niżej. Drugi powód? „Z miłości do galaktyczności” nie mogłem inaczej. Poza tym uważam, że Real da sobie radę i zdobędzie 32. Mistrzostwo Hiszpanii w historii. Gdyby jednak tak się nie stało, będzie to klęską dla Los Blancos – najlepszej drużyny XX wieku, ale o tym tytule (w razie niepowodzenia) wielu zapomni, a Real może się stać największym rozczarowaniem ostatnich lat w Hiszpanii i Europie.

Na koniec przypomnę, że to bardzo subiektywny ranking, więc wszelkie zapytania typu: Dlaczego tak, a nie inaczej są po prostu nie na miejscu ;)

Similar Posts:]]>
http://soccerlog.net/2009/08/07/la-liga-czyli-przedsezonowe-przewidywania/feed/